Królewski mural na Kamionku

Dodano: 15.09.2012, modyfikacja: 15.09.2012
Mural Henryk Walezy - Mińska 33Przy ulicy Mińskiej 33 możemy podziwiać nowy praski mural. Namalowany na początku września 2012 roku upamiętnia wybór na polach Kamionka w 1573 roku pierwszego elekcyjnego króla Polski Henryka Walezego.

Mural autorstwa Zdzisław Angrybicza powstał na ścianie kamienicy i jest dobrze widoczny zarówno z ulicy Mińskiej jak i z terenu Soho Factory (d. fabryki "Pocisk").

Obok postaci, która została przedstawiona w czapce bejsbolówce z napisem "Kamionek" umieszczono napis: "Rok 1573. We wsi Kamion wybrano na króla HENRYKA WALEZEGO".

Dla miłośników historii prezentujemy fragmenty książki "Kamionek" autorstwa ks. Bogumiła Mińkowskiego i Piotra Niteckiego, w której został opisany przebieg elekcji w 1573 roku:

"Kamion należał do tych miejscowości, które znaczeniem swym nie wyrastały ponad przeciętność i ginęły wśród podobnych sobie, nie zwracając na siebie uwagi szerszego społeczeństwa. Większego rozgłosu nabrał, jak już wspomniano, dopiero dzięki dokonanej w 1573 roku na jego polach elekcji króla Henryka Walezego. Po śmierci króla Zygmunta Augusta na sejmie konwokacyjnym w Warszawie postanowiono, że elekcja nowego króla polskiego odbyć się ma 5 kwietnia w drugą niedzielę po Wielkanocy 1573 roku we wsi Kamion pod Warszawą osobiście przez zebraną w tym celu szlachtę.

Ogółem ponad 100000 osób zebrało się tutaj, aby uczestniczyć w tym uroczystym akcie. W tej liczbie samej szlachty liczono na przeszło 40000, z czego czwartą część stanowili Mazurzy, jako mieszkający najbliżej elekcyjnych pól na Kamionie. Dla utrzymania porządku i powagi elekcji wyznaczono posłom, senatorom i znakomitym osobistościom domy w Warszawie i na jej przedmieściach oraz w obydwóch Pragach, Golędzinowie i Kamionie.

Na obszernej płaszczyźnie pól kamionkowskich ustawiono dla senatorów i posłów ziemskich specjalny namiot po królu nieboszczyku, "Szopą" zwany, wsparty na jednym w pośrodku słupie, tak obszerny, że pięć tysięcy osób wygodnie pomieścić się w nim mogło. Dokoła niego rozbito namioty dla posłów zagranicznych i wojewodów. Każdy wojewoda miał osobny namiot, w którym odbywał narady ze swoim województwem. A dalej, jak okiem sięgnąć, widniały liczne namioty i szałasy braci szlacheckiej, gromadzącej się województwami.

Punktem centralnym była, rzecz prosta, "Szopa". Tu zasiadali, na wyznaczonych z góry miejscach, senatorowie i posłowie. Koło senatorskie tworzyli: prymas królestwa - Jakub Uchański, biskupi, wojewodowie i kasztelani. Wokół senatorskiego koła na ławach, ustawionych trzema rzędami, zasiadali posłowie ziemscy. Było ich ośmiu z każdego województwa. Po każdej zakończonej sesji wracali posłowie do swoich obozów i zdawali sprawę z jej przebiegu.

Uroczystości elekcyjne rozpoczęto, według przyjętego dawniej zwyczaju, uroczystą Mszą świętą, odprawioną na Kamionie. Następnie na pierwszych zaraz posiedzeniach ułożono specjalną ustawę, która na okres trwania elekcji wprowadzała pewne zaostrzenia mające na celu zabezpieczenie spokojnego jej przebiegu.

Po miesięcznych niemal prezentacjach przez posłów zagranicznych ich kandydatów do polskiej korony, dyskusji nad stawianymi kandydaturami i sporami na temat warunków, do jakich zobowiązać się powinien nowy król oraz korekty praw Rzeczypospolitej 4 maja rozpoczęto właściwą elekcję.

Trzech było głównych pretendentów do korony: Henryk Walezjusz, książę andegaweński, Ernest, arcyksiążę rakuski, i Jan, król szwedzki. Każdemu z nich wyznaczył prymas, który przewodniczył elekcji, specjalnego obrońcę z koła senatorskiego, którego zadaniem było przedstawić publicznie odbiorcom, jakie korzyści z obioru jego kandydata mogłyby spłynąć na Rzeczpospolitą. Obrońcą kandydatury Walezjusza został biskup kujawski  Stanisław Karnkowski;  Ernesta - biskup płocki Piotr Myszkowski, a Jana Wazy - wojewoda podolski Mikołaj Mielecki.

Po przeprowadzonym głosowaniu, które trwało przez pięć dni (od 4 maja do 9 maja) i obliczeniu głosów (9 maja) okazało się, że znaczna większość (zwłaszcza katolicy) wypowiedziała się za Henrykiem, księciem andegaweńskim. Niektórzy spośród senatorów poczęli więc wołać na prymasa, aby na tej podstawie mianował Henryka królem. Sprzeciwili się temu jednak innowiercy z Janem Firlejem, marszałkiem wielkim koronnym na czele i opuściwszy pole elekcyjne udali się do pobliskiego Grochowa. Reces swój motywowali tym, że król miał być obrany jednomyślnie. Właściwie jednak chodziło im o włączenie konfederacji dysydenckiej w przysięgę przyszłego króla, czemu znowu katolicy pospiesznym mianowaniem króla pragnęli przeszkodzić. Zanosiło się na wielki rozłam w narodzie.

Spróbowano wpierw jeszcze załatwić konflikty kompromisową drogą układów. Wysłano więc w tym celu do Grochowa specjalną delegację, w skład której weszli: biskup krakowski Franciszek Krasiński, wojewoda łęczycki Jan Sierakowski i kasztelan sandomierski Hieronim Ossoliński. Wysłannikom odpowiedzieli "grochowianie", że zgodzą się na wybór Henryka, byleby tylko nie był nominowany przed potwierdzeniem konfederacji, na pole elekcyjne jednak nie wrócą, bo ich tam zakrzykują choć wyślą natomiast tam swoich posłów.

Po południu przyjechał od "grochowian" w poselstwie na elekcyjne pole kasztelan międzyrzecki Andrzej Górka, przywożąc z sobą do podpisu tekst ich konfederacji.

W czasie sprawowania przezeń poselstwa krzyki nie ustawały, a coraz natarczywiej poczęto nalegać na prymasa, aby wreszcie mianował Henryka królem. Ten powstawszy, począł się pytać zarówno tych, którzy na polu elekcyjnym pozostawali, jak i tych, którzy w poselstwie od "grochowian" przyszli, czy wszyscy sobie tego życzą? "Wszyscy - odpowiedział Górka - byle się temu zadość stało, z czem nas tu przysłano". "Skoroście się wszyscy zgodzili, więc go mianuję królem polskim" - zawołał prymas, unikając dyplomatycznie odpowiedzi na postawiony przez "grochowian" warunek.

Przedwczesna jednak ta uczyniona przez prymasa proklamacja nie doprowadziła oczywiście do zgody. "Grochowianie" bowiem, nie otrzymawszy zapewnienia co do ich konfederacji, pozostali w swoim obozie protestując, że nie do prymasa należy obwieszczenie króla, ale do marszałka. Na nowo więc rozpoczęły się poselstwa i układy. Wreszcie drogą kompromisów wzajemnych doszło do obustronnego porozumienia. Postanowiono mianowicie, że prymas i senatorowie, przebywający z nim od wtorku (12 V) w Warszawie, jak również "grochowianie", wszyscy stawią się w piątek (15 V) z rana pod "Szopą", gdzie marszałkowie podług form zwyczajowych przystąpią do ogłoszenia obranego króla, gdyż wykrzyknięcie prymasa ma być uważane nie jako proklamacja, ale jako zwykłe obwieszczenie tego, co się stało. Ponadto postanowiono, aby przed samą proklamacją posłowie francuscy złożyli przysięgę w imieniu króla na artykuły przez strony sejmujące ułożone.

Piętnastego maja, w piątek, zjechali się wreszcie wszyscy na kamionkowskie pole elekcji. Rozłam został zażegnany. Wyznaczono deputację do układów z biskupem Montluo, w skład której weszli przedstawiciele obydwóch stronnictw.

Nazajutrz rano zostały podpisane "pakta konwenta", po czym wojewoda krakowski Jan Firlej, marszałek wielki koronny, pierwsze uczynił ogłoszenie obranego króla, Opaliński, marszałek nadworny koronny - drugie, a starosta żmudzki Jan Chodkiewicz, marszałek wielki Wielkiego Księstwa Litewskiego - trzecie i ostatnie" (str. 18-21).


TJ

Więcej na ten temat


Firmy i Instytucje


Galeria



Wasze komentarze


Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Twoja-Praga.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii







wstecz