Ukryte granaty na Otwockiej

Późną jesienią 1942 r. dowódca jednego z plutonów 6. Obwodu por. Sylwester Tworowski „Jacek", oficer granatowej policji z Komendy Głównej, otrzymał od swojego podwładnego informację, że w ogródku warzywnym przy ul. Otwockiej naprzeciw bazyliki znajduje się zakopane w 1939 r. polskie uzbrojenie.

Por. „Jacek" nie dysponował odpowiednio przygotowanymi ludźmi, więc zwrócił się za pośrednictwem por. Tadeusza Dąbrowskiego „Prusa" do por. „Wrony" z prośbą o przeprowadzenie wspólnej akcji wydobywczej. Proponował uczciwy podział znalezisk. Do akcji zgłosił siebie i podwładnego, od którego otrzymał informację. Z racji czynnie pełnionej służby mężczyźni mogli znakomicie ubezpieczać robotę. Uzgodniono, że ze strony plutonu DB wezmą udział: por. „Wrona", „Czarny", „Hamburg" i „Józiek".

Samo odkopywanie skrytki nie sprawiło problemów, chociaż z ogródkiem sąsiadowała szkoła przy ul. Otwockiej, siedziba żandarmerii. Aby nie zwracać uwagi żandarmów na intensywne prace, najpierw przekopywał ogródek „Hamburg", potem „Józiek". Pozostali czuwali ukryci w domku ogrodnika. W ziemi rzeczywiście znaleziono sporo przedwojennych polskich granatów zaczepnych. Granaty podzielono na miejscu, zapakowano w worki dostarczone przez ogrodnika i mężczyźni opuścili posesję.

Czteroosobową grupkę DB obstawiał przodownik policji, który udawał, że ich eskortuje. Transport miał dotrzeć tramwajem na ul. Ząbkowską 50, do mieszkania „Czarnego". Największe napięcie członkowie plutonu przeżyli, gdy na przystanek wkroczył żandarm zdradzający zainteresowanie zawartością worków. Zdaje się jednak, że bardziej obawiali się reakcji porywczego „Hamburga" niż działań Niemca. Ten pierwszy na wszelki wypadek już odchylał poły płaszcza, szykując się do wyciągnięcia broni. „Czarny" zbliżył się do niego i dał mu znać, żeby zachował spokój. Policjant na służbie pilnujący ludzi z workami zniechęcił żandarma do działania.

Granaty przewieziono szczęśliwie. Wkrótce powędrowały na ul. Korsaka 3, do Zakładów Stolarskich J. Zdunka. Od tego czasu pluton chodził na akcje z własnymi granatami. Ponieważ jednak Komenda V Rejonu wiedziała o akcji, „Wrona" musiał wypożyczać granaty innym oddziałom na ich akcje.


Henryk Sztandau, 6. Obwód Armii Krajowej Praga,
wyd. Trio, Warszawa 2010, s. 94-95


Więcej na ten temat

Wasze komentarze


Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Twoja-Praga.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii







wstecz