Praga '44

Fot. Kamil CiepieńkoW pewnej chwili podbiega do mnie brat i krzyczy: - Boże! - wszędzie są ciała, krew spływa po ścianach, mdli mnie, nie mogę już wytrzymać – wspomina Zofia Radwanek, pseudonim „Nieznana”.

- Widok był straszny. W pomieszczeniach praskiej Centrali Telefonicznej PAST-a przy Brzeskiej leżeli Niemcy rozerwani przez powstańcze granaty. Na kostkę cukru nalałam bratu kilka kropel waleriany żeby ochłonął, ale zanim spojrzałam, już zniknął w ogniu walki – dodaje Radwanek. Była tak zdenerwowana, że sama wypiła całą butelkę. Tego dnia, gdy ulicami Pragi płynęła krew niemieckich i polskich żołnierzy, miała zaledwie 16 lat. - Byłam żołnierzem AK – wspomina z dumą.

Niespełna rok po kapitulacji Warszawy, we wrześniu 1939 roku, na Pradze powstała przeszło tysięczna armia podziemnej Polski. W przededniu Powstania liczyła już ponad 8 tys. żołnierzy, łączników i sanitariuszek.

Wojska radzieckie na 48 godzin przed wybuchem Powstania zajęły Wołomin i Radzymin. Z Berlina przyszedł w tym czasie rozkaz Adolfa Hitlera, by utrzymać Warszawę za wszelką cenę. Praga miała stać się przedpolem bitwy o stolicę. Na prawym brzegu czekała gotowa do walki 9. niemiecka armia, 73 dywizje piechoty, grenadierzy i oddziały dywizji Herman Gőering. Najważniejsze praskie ulice zostały opanowane przez niemieckie „Tygrysy”- czołgi, które nadjechały z włoskiego frontu. Praga w ostatnich dniach lipca stała się pancerną twierdzą.

Rosjanie byli już tak blisko, że wystarczyły im dwa dni, aby zająć Pragę i uratować stolicę. Taki scenariusz przyjęło dowództwo i mimo że broni było niewiele, padł rozkaz – Praga będzie walczyć.

W kamienicy przy Brzeskiej 19/44, rankiem pierwszego sierpnia Zosia Radwanek, jej ojciec i brat czekali na rozkazy. - Tata dostał przydział na Mokotowie. Gdy wyszedł z domu, powiedział tylko bratu, by opiekował się mamą. Nigdy więcej go nie zobaczyłam. Zginął w akcji kilka dni później na Politechnice. Niedługo potem z domu wyszedł brat. - Teraz czekamy tylko na ciebie - powiedziała do mnie mama. Kilka minut po 16, do drzwi zapukał mój łącznik. - Zośka, bierz torbę i idziemy. Za chwilę się zacznie - wspomina Radwanek.

Pierwsza eksplozja wstrząsnęła Praga kilka minut po 17. Ponad 6 tys. praskich powstańców ruszyło do walki. Mieli zaledwie 300 karabinów i 600 granatów. Co siódmy z nich był uzbrojony. Wiedzieli o co walczą i byli gotowi na śmierć.

Fot. Kamil CiepieńkoPowstańcy zaatakowali Dworzec Wschodni. Kolejna grupa uderzyła na niemieckie koszary przy ulicy 11 Listopada i budynek Dyrekcji Kolei Państwowych przy ulicy Targowej. Walczono o każdy skrawek ziemi. Powstańcom udało się zdobyć Dworzec Wileński i budynek Centrali Telefonicznej przy Brzeskiej 24. Reszta ataków nie powiodła się. Po nasypie kolejowym na Szmulkach i wzdłuż ulicy Wincentego na Bródnie jeździł pociąg pancerny, który ostrzeliwał kamienice Nowej Pragi. Podwórka, gdzie jeszcze kilka godzin temu słychać było śmiech bawiących się dzieci, zamieniały się w nekropolię.

Zgrupowanie, w którym była Zosia, miało opanować budynek PAST-y przy Brzeskiej. Ząbkowska była pod ostrzałem, ukryci w oknach niemieccy snajperzy strzelali wszędzie, gdzie tylko zauważyli jakiś ruch – wspomina Zosia – Piwnicami przechodziliśmy z budynku do budynku. Mieszkańcy zawczasu poprzebijali w nich dziury.

Budynek Centrali był otoczony murem. Gdy pod bramę podbiegli pierwsi powstańcy, niemieckie pociski raniły śmiertelnie dowódcę drużyny. Brama miała być otwarta, jednak stało się inaczej.  - Nasz kontakt zawiódł, natarcie załamało się – mówi Zosia – Po chwili ponowiliśmy atak, tym razem bocznymi drzwiami.

Grupa uderzeniowa wdarła się do budynku. Po kilku minutach Centrala była w ich rękach. Oddział wyposażony w zabrane Niemcom karabiny, ładownice z amunicją i jeden pistolet zajął pozycję przy oknach i oczekiwał niemieckiego kontrataku. Po chwili na ulicy pojawiły się pierwsze niemieckie czołgi i kolejne grupy niemieckich żołnierzy - rozpoczął się ostrzał budynku. - Straciliśmy łączność z dowództwem – mówi Radwanek – Wiedzieliśmy, że zostaliśmy sami. Posiłków nie będzie.

Gdy nadeszła noc powstańcy odebrali rozkaz o ewakuacji na ul. Kępną, gdzie mieściło się dowództwo. Praski zryw powstańczy chylił się ku upadkowi.

Wojska radzieckie stały, niewzruszone gehenną stolicy. Komendant praskiego obwodu po czterech dniach walki z o wiele liczniejszą niemiecką armią uznał, że dosyć już powstańczej krwi. Rozkaz brzmiał  – Oddziały zakonspirować. Przystąpić do organizowania ochotniczych uzbrojonych grup i dokonać przerzutu na lewy brzeg Wisły.

Powstanie trwa nadal!


Kamil Ciepieńko
Radny Rady Dzielnicy Praga Północ
Przewodniczący Komisji Kultury i Sportu

Wasze komentarze


Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Twoja-Praga.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii







wstecz