ks. Władysław Łysik

Władysław Łysik urodził się w 1890 roku w Dziechcińcu k. Otwocka. Zmarł 25 VII 1964 roku w Warszawie.

Po ukończeniu szkoły średniej w Warszawie wstąpił do tamtejszego seminarium duchownego. Studia kontynuował następnie na rzymskim Gregorianum, zdobywając doktorat z filozofii.

W 1914 roku już jako absolwent papieskiej uczelni przyjął święcenia kapłańskie. Rok później zapukał do klasztornej furty marianów na Bielanach. W 1916 roku złożył pierwsze śluby zakonne, a w 1919 roku - profesję wieczystą.

Ks. Łysik przez długie lata pełnił w zgromadzeniu kierownicze funkcje. To on, wraz z bł. o. Jerzym Matulewiczem, przejmował na własność zakonu Dom Pracy im. Mańkowskich przy ul. Wileńskiej na Pradze i stał się dyrektorem tej instytucji oświatowo-wychowawczej.

Opatrzność Boża już wówczas zechciała związać jego losy z rozwojem tej mariańskiej placówki i z losami praskiej części stolicy.

Właśnie praca na Pradze stanowiła bodaj najpiękniejszy fragment jego kapłańskiego życiorysu. Najpierw, gdy jako dyrektor Domu Pracy troszczył się o setkę chłopców - wszystkich z ubogich rodzin, często nawet sierot, czy dzieci inwalidów wojennych. Potem, gdy w wojennej zawierusze (będąc wówczas przełożonym domu zakonnego, rektorem miejscowego kościoła, a następnie rektorem tajnego mariańskiego seminarium duchownego) współorganizował Praski Oddział Stołecznego Komitetu Samopomocy oraz założył i prowadził kuchnie dla ubogich. Największa z nich istniała przy ul. Wileńskiej (działała w latach 1939-1950); w warunkach okupacji wydawała przeciętnie trzy tysiące posiłków, co było nie lada wyczynem.

W 1953 roku ks. Łysik założył kuchnię dla mało zarabiających przy ul. Zygmuntowskiej (dziś al. Solidarności). Wrażliwy na biedę był ojcem dla wszystkich. Zbierał darowizny, prowadził zbiórki odzieży, organizował pomoc dla biednych dzieci, wynajdując im możliwości pobytu na czas ferii i wakacji u zamożniejszych rodzin, czy też na wsi.

Uratował od śmierci liczne niemowlęta Pragi, sprowadzając dla nich mleko. W murach mariańskiego domu zakonnego dawał także schronienie ściganym żołnierzom Armii Krajowej.

W 1957 roku ks. Łysik, jako radny generalny zgromadzenia, zmuszony był wyjechać do Rzymu. Zmiana klimatu nie wyszła jednak na dobre dla jego zdrowia. Gdy po sześciu latach wrócił do kraju, był już bardzo schorowany.

Zmarł 25 VII 1964 roku w szpitalu na Lindleya w Warszawie. Jego pogrzeb na cmentarzu na Wawrzyszewie zgromadził tłumy wiernych obok licznych współbraci zakonnych i księży z archidiecezji warszawskiej.

Niezwyczajny kapłan i zakonnik. Zwyczajnym księżom nie stawia się z reguły popiersia w kościele. I choć jak w każdej regule, tak i w tej mogą zdarzyć się wyjątki, to umieszczenie popiersia ks. Władysława Łysika w kościele księży marianów na warszawskiej Pradze nie było przypadkiem. Nie był on ani budowniczym tego kościoła (umarł, nim jeszcze narodziła się myśl o budowie nowej świątyni), ani też nie posiadał żadnych godności i tytułów kościelnych, bo jako zakonnik i tak nie mógłby ich przyjąć. Miał za to wielkie serce. Kochające. Tym, którzy znali o. Władysława (a są jeszcze tacy, którzy go pamiętają) popiersie w mariańskim kościele jest bardzo drogie, bo przypomina jego ojcowską dobroć i dzieła miłosierdzia, które świadczył na warszawskiej Pradze. Zacytowane na początku słowa są świadectwem człowieka, który każdego dnia wstawał z poczuciem troski o innych i kładł się z myślą o potrzebujących.

"Jezu, cichy i pokornego Serca, uczyń serca nasze według Serca Twego" - wołamy w słowach znajomo brzmiącej w naszych uszach litanii. O. Władysław pozwolił Panu Jezusowi uformować swoje serce w szkole Jego miłości. I w tym tkwi zagadka obecności popiersia tego mariańskiego zakonnika w kościele przy Szwedzkiej, róg Wileńskiej. Nie w kościelnych godnościach, nie w zasługach natury budowlanej, ale w miłości, którą promieniował na wzór Chrystusa - Dobrego Pasterza.


Krzysztof Trojan MIC


Więcej na ten temat


Wasze komentarze


Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Twoja-Praga.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii







wstecz