Moje wspomnienia o Szpitalu Przemienienia Pańskiego

Nazywam się Helena Kurek. Moi Śp. rodzice to Marianna 4 Stanisław Kowalscy. Jestem rodowitą prażanką. Urodziłam się w 1920 r. w Szpitalu Przemienienia Pańskiego i właśnie z tym miejscem są związane moje dziecięce wspomnienia. Całe życie mieszkam na Pradze i jestem z tego dumna, chociaż dzielnica ta nie kojarzy się dobrze dla stolicy.

Rodzice moi pracowali w Szpitalu Przemienienia Pańskiego: mama w izbie przyjęć, tata zaś jako pielęgniarz na oddziałach, w prosektorium, jako portier. Po ślubie rodzice otrzymali mieszkanie służbowe przy ul. Szerokiej 1 (dzisiaj Kłopotowskiego - siedziba Pałacu Ślubów). Tam mieściła się również przychodnia szpitala, w której także pracował mój tata, zatrudniony jako pomoc chirurga. Przychodnia ta została przeniesiona na ul. Szeroką na czas budowy głównego, wygiętego łukowato budynku przy pl. Weteranów, gdzie obecnie jest wejście do szpitala i izba przyjęć.

Dawne wejście do szpitala było od ul. Zygmuntowskiej (dziś al. Solidarności), która biegła od mostu Kierbedzia (dziś Śląsko-Dąbrowski) do Dworca Wileńskiego. Do portierni schodziło się drewnianymi schodami. Karetki na teren szpitala wjeżdżały od ul. Sierakowskiego.

Na obszernym terenie szpitala stały pawilony, gdzie mieściły się oddziały. Sale dla chorych były duże - około 20 łóżek. Za dany oddział odpowiedzialna była zakonnica (szarytka), która równocześnie była pielęgniarką. Salowe odpowiadały za porządek i czystość.

W szpitalu pracowało wielu lekarzy, m.in. dr Kazimierz Zieliński - pediatra, który opiekował się mną od piątego roku życia. Zawsze na imieniny mówiłam mu wierszyki i otrzymałam od niego reprodukcję obrazu Fałata, która wisi w moim mieszkaniu do dziś. Pamiętam również dr Bielobradka - pediatrę, dr Kuleszę - również pediatrę, dr Dębskiego - chirurga, dr Milaka, dr Dąbrowskiego, dr Pyrzakowskiego i dr Roszkowskiego - ginekologa. Pracowało wielu innych lekarzy, których nazwisk niestety nie pamiętam.

Na terenie szpitala mieściły się również takie budynki, jak kuchnie, pralnia, rentgen, laboratorium, trupiarnia, piękna kaplica, zburzona w 1939 roku i budynki mieszkalne dla pracowników. Ja często chodziłam do mamy i biegałam po tym szpitalnym podwórzu, bawiąc się z dziećmi pracowników w berka, chowanego, w klasy i różne gry.

Gdy moja mama była w szóstym miesiącu ciąży, tata jako ochotnik zgłosił się do oddziału ks. Skorupki, by bronić ojczyzny przed najeźdźcą. W czasie Bitwy Warszawskiej został ranny w nogę pod Ossowem. Razem z innymi rannymi został przewieziony do szpitala w Łodzi. Nogę zaatakowała gangrena. Bardzo cierpiał, podawano mu morfinę, groziła amputacja, na co się nie godził. Powiadomiono o tym mamę i tutaj lekarze „naszego" szpitala stanęli na wysokości zadania. Wysłano karetkę do Łodzi. Nogę w Przemienieniu Pańskim uratowano. Do końca życia tylko troszeczkę utykał, ale był bardzo wdzięczny lekarzom za uratowanie nogi i życia.

Mama w 1936 r. przeszła na emeryturę, ale w czasie wojny i Powstania Warszawskiego tata jeszcze pracował w szpitalu, a mama sama zgłosiła się, ponieważ brakowało rąk do pracy Cały czas byli skoszarowani na terenie tej placówki. Po wojnie tata pracował na portierni (od ul. Sierakowskiego) do czerwca 1958 r. kiedy przeszedł na emeryturę. Zmarł w listopadzie 1958.

Jak widać, moje dziecięce lata, jak i całe życie moich rodziców związane było ściśle ze szpitalem. Mam nadzieję, że komuś się przydadzą te moje wspomnienia i przeczyta je młodsze pokolenie.


Helena Kurek

Wasze komentarze


Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Twoja-Praga.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii







wstecz