Uratowanie kościoła na Kamionku przed wysadzeniem w 1944 r.

Ksiądz Eugeniusz Dąbrowski w lutym 1944 roku został mianowany proboszczem parafii na Kamionku.

Już wkrótce po objęciu swej nowej funkcji, w okresie Powstania Warszawskiego, które na terenach prawobrzeżnej Warszawy trwało zaledwie kilka dni, pociągając jednak za sobą represje wśród ludności, uratował od zniszczenia kościół Matki Boskiej Zwycięskiej, co miało decydujący wpływ na dalszy rozwój życia parafialnego. Przekupując kilkoma dolarami i francuskim koniakiem niemieckich żołnierzy, ksiądz Dąbrowski potrafił przekonać ich, by wbrew otrzymanemu rozkazowi nie wysadzali świątyni w powietrze.

Tadeusz Żychiewicz w swym wspomnieniu o kamionkowskim proboszczu odtworzył w charakterystycznym dla księdza Dąbrowskiego satyrycznym stylu opowiadanie jego samego o tym epizodzie, które nawet jeśli trochę było przesadzone, oddaje doskonale osobowość kamionkowskiego proboszcza.

„Aż tu któregoś dnia - mówił - zjawia się na plebanii kapitan Wehrmachtu w żelaznym garnku na głowie, a jakże, a z nim sześciu żołnierzy z bardzo ciężkimi skrzyniami. Zapaskudzili mi całą podłogę buciorami. Kapitan nawet uprzejmy: kopytami trzasnął i powiada, że mu bardzo przykro, ale przyszedł wiercić dziury. Że co proszę? Dziury w kościele - w murach, filarach i w ogóle. O Matko Częstochowska - po co?! Bo on ma rozkaz: wysadzić kościół w powietrze. Państwo sobie wyobrażają? On będzie wysadzał mój kościół na Kamionku! Cóż za pacan! Miałem już w kasie pancernej ostatni koniak i ostanie parę dolarów w złocie. Żal mi było, ale czegóż się nie robi ad maiorem Dei gloriam? Nalewam mu ten koniak (francuski koniak, proszę państwa, ręka mi się trzęsie) i mówię jak człowiekowi: panie kapitanie, ja rozumiem. Rozkaz wydano, rozkaz musi być wykonany. Ordnung muss sein. Dynamit jest? Jest. No to trzeba go koniecznie zużyć, jasne. Ale niechże pan spojrzy przez okno - o - tam, niedaleko; jakież wspaniałe mury do wysadzenia! Grube! Okazałe! Większe, niż mój kościół. Czy panu nie wszystko jedno? Prosit! A poza tym: wojny się kończy. Te drobne zapewne przydadzą się panu? No i cóż państwo powiecie: ten dureń rzeczywiście poszedł i wysadził w powietrze fabrykę Wedla. A nikt w Polsce nie wie, że to ksiądz Dąbrowski winien".

Dzięki takiej postawie swego proboszcza świątynia wyszła z zawieruchy wojennej bez poważniejszych uszkodzeń. Ucierpiała jedynie plebania, która w ostatnich tygodniach wojny została w połowie zburzona.


Źródło: "Kamionek"
ks. B. Mińskowsi, P. Netecki Kurek
Warszawa 1988 r.,s 96-97.

Więcej na ten temat

Wasze komentarze


Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Twoja-Praga.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii







wstecz