Do Warszawy? Tylko nie na Pragę!

Pomnik Czterech Smutnych"Do Warszawy? Tylko nie na Pradze, bo tam to wiadomo…" - tymi słowami znajomi komentowali w 1998 roku moją decyzję wyjazdu do pracy do stolicy i poszukiwania stancji.

Hmm, wiadomo…- tylko co? Bo ja akurat nic nie wiedziałam, nikogo nie znałam i kompletnie nie miałam pojęcia jak poruszać się w tak wielkim mieście. Nazwy poszczególnych dzielnic nic mi nie mówiły. Wiedziałam tylko, że mam pracować w centrum i że muszę znaleźć jakiś pokój. Gdzie - to było mi w zasadzie wszystko jedno, w końcu jest komunikacja miejska... O tym jak naiwne były moje wyobrażenia o tej ostatniej przekonałam się już niebawem, kiedy okazało się, że znaleziony przeze mnie pokój znajduje się na Białołęce czyli baaardzo daleko. Już samo jego odnalezienie zajęło mi kilka godzin. Jechałam z Dworca Zachodniego w strugach deszczu usiłując znaleźć właściwy fragment miasta na wielkiej płachcie szarpanej wiatrem mapy.

Jechałam i jechałam, przesiadałam się, pytałam o drogę, myliłam przystanki i z coraz większym niepokojem myślałam o codziennej podróży do pracy. Na szczęście właścicielka mieszkania przekonała mnie, że do centrum to dojazd jest bardzo dobry, czemu zaufałam – w końcu mieszka tu już kilka lat i też jakoś dojeżdża. Brutalne zderzenie z rzeczywistością a zarazem pierwsze z Pragą miało miejsce już w drodze powrotnej na Dworzec Zachodni. Utknęłam na Placu Hallera i obracając na wszystkie strony pognieciony strzęp mapy usiłowałam dojść do tego gdzie się znajduję i w jakim kierunku powinnam się poruszać aby dotrzeć do jakiegoś środka komunikacji, który jedzie w kierunku południowo- zachodnim. Kilka razy zmieniając swój bieg (do odjazdu autobusu nie zostało zbyt wiele czasu) zostałam uratowana w końcu przez panią z kiosku Ruchu. Wtedy też uświadomiłam sobie, że właśnie owa straszna Praga, przed którą mnie przestrzegano znajduje się na drodze mojego codziennego przejazdu.

No i się zaczęło. Korki na Targowej, dresiarze ze srebrnymi łańcuchami na szyi wsiadający do tramwaju zaraz po przekroczeniu linii Wisły, nastolatki popychające wózki z dziećmi, tlenione „tipsiary” spalone na solarium …- tak, to wszystko się zgadzało ale było coś jeszcze. Starsi panowie w malutkich zakurzonych zakładach rzemieślniczych, reprezentujący ginące zawody, gdzie można było naprawić coś, czego się już „nie opłacało” lub po prostu taniej zmienić fleki w butach,  babcie z kilkoma pęczkami natki, jajkami czy pękiem piwonii pod Bazarem Różyckiego, swojska uprzejmość w odpowiedzi na pytanie o drogę. Tak jakoś zwyczajnie, bez tego strasznego pędu i anonimowości Śródmieścia. Jasne, jasne, trzeba było mocno trzymać torebkę w autobusie a po zmroku siedzieć jak najbliżej kierowcy. No i nie wdawać się w dyskusje z Cygankami. A na Stadionie Dziesięciolecia, o przepraszam, na bazarze Jarmark Europa pieniądze mieć odliczone i nigdy nie w portmonetce. I nie w torebce ani plecaku. Bo tych ostatnich w ogóle nie powinno się tam zabierać. Z komórkami problemu wielkiego nie było bo nie były jeszcze tak powszechne.

Mieszkałam na Białołęce, graniczącą z Pragą Północ kilka miesięcy. Oprócz wielkiej odległości miejsca zamieszkania od pracy, sprawiającej, że cały dzień nie było mnie w domu i niemożliwym było już jakiekolwiek wyjście wieczorem, oprócz wiecznie zakorkowanego Mostu Grota- Roweckiego, potwornie przepełnionych autobusów jadących z Legionowa i nieraz wcale nie zatrzymujących się na moim przystanku na żądanie, oprócz przesiadek na Tarchominie, w centrum i na Mokotowie (bo ostatecznie okazało się, że urząd, w którym pracowałam znajdował się już w tej dzielnicy) nie było tak źle… Współpracownicy natomiast otwierali oczy ze zdumienia jak mogę tak spokojnie „tam” mieszkać i jeździć, tam, znaczy po Pradze, bo tam – no to wiadomo…Szczegółowiej dowiedziałam się już wtedy od nich co właściwie wiadomo – ano to, że kradną, zrywają łańcuszki z szyi, wyrywają torebki, gwałcą no i zabijają rzecz jasna. A, i jeszcze można na porachunki mafii wołomińskiej trafić. No i generalnie patologia i chamstwo. A już najgorszy to Trójkąt Bermudzki.

Hmm, kolejna praska zagadka ten trójkąt. Bo pierwsza to byli „Czterej śpiący”, czyli Pomnik Braterstwa Broni na Placu Wileńskim. Kultowe miejsce spotkań prażan na miarę Rotundy po lewej stronie Wisły. Może nawet „kultowsze”, bo przecież starsze. Pierwszy raz jak się koleżanka tam ze mną chciała umówić, w popłochu poszukiwałam ulicy o tej nazwie. Nie, nie zdziwiło mnie to, dlaczego miałoby dziwić, skoro nazw różnych to w stolicy nie brakowało.  Ulica Zielonych Żuków czy Skarbka z Gór jest to i Czterech Śpiących mogłaby być. Ale stawszy się obiektem powszechnej wesołości przyswoiłam sobie już na zawsze, że to pomnik ku chwale i przyjaźni wschodniego sąsiada.

No ale wracając do „trójkąta”. Pierwszy raz zwiedziłam to niezwykłe miejsce po grudniowym zmroku poszukując hipermarketu „Hit”, do którego pracodawca raczył był nam dać bony na świąteczne zakupy. Dojechałam „4”, która wtedy jeszcze normalnie jeździła do końca trasy i stwierdziwszy na mapie, że to niedaleko zrobiłam sobie spacer, zapewne ku zdumieniu miejscowych, stojących w bramach i przed narożnymi sklepikami z alkoholem podawanym przez metalowe okienko. Stalową wtedy zwiedziłam, zobaczyłam budynki, których już nie ma. Czy było niebezpiecznie? Nie wiem, ciemno było, to i niebezpieczeństwa nie spostrzegłam.

Drugi raz odwiedziłam to tajemnicze miejsce w listopadowy wieczór udając się na spotkanie przy  kościele na Szwedzkiej. Dojechałam do Czterech Śpiących (ha, już wiedziałam gdzie to jest!), po czym moja mocno już zużyta mapa pokazała odległość tylko jednego przystanka do miejsca docelowego. Cóż to jest – 1  przystanek. Jak wiadomo kościół na Szwedzkiej jest przy Wileńskiej, tąże zatem ulicą należało iść, co uczyniłam. Tak jak i poprzednio cały urok okolicy tonął w gęstym mroku przerywanym tylko od czasu do czasu czerwonym światełkiem żarzącego się w bramie papierosa w ustach wypluwających jakiś niezrozumiały potok słów, z których swojsko brzmiały tylko te powszechnie uznane za obelżywe. O tym jak niebezpieczny spacer sobie urządziłam dowiedziałam się kilka lat później podczas wycieczki po ulicach Starej Pragi. Już w świetle dziennym obejrzałam wówczas odrapane ściany z obłażącą farbą olejną, miejscowe typy, których sam wygląd przyprawia o gęsią skórkę i przed którymi chowa się aparat fotograficzny, którzy jednak rozpromieniają się i są gotowi udzielić szczegółowych informacji gdy pytamy o kapliczki na ich terenie. Zdziwiła mnie tylko odcięta głowa ryby leżąca na środku bramy, niczym zapowiedź zemsty lokalnej mafii, ale narzeczony uspokoił mnie, że to tu całkiem normalny widok.

Kolejne wspomnienie to Praga Południe, ta niby „bardziej cywilizowana”. Poproszona o zaopiekowanie się mieszkaniem koleżanki poznałam osiedle TOR na Podskarbińskiej. Dogłębnie. Już samo wejście do klatki było wyzwaniem. W drzwiach stały grupy młodocianych bezrobotnych, urządzających po zmroku imprezy alkoholowe tuż pod moim (na szczęście zakratowanym!) oknem. Nierzadko kończyły się bójką lub przynajmniej solidną wiązanką wyzwisk. No i koleżanka uprzedziła, że na pobliskiej Kobielskiej niedawno było zabójstwo, więc może żeby tamtędy nie chodzić…Wtedy naprawdę, chyba po raz pierwszy bałam się na Pradze.

Później zamieszkałam na Woli, skąd po paru latach – już jako mężatka – wróciłam na Pragę. Na Grochowską. Zamieszkałam w przedwojennej kamienicy, w mieszkaniu z przedwojennymi meblami. Przeniosło mnie to w świat dawnej Warszawy peryferyjnej, gdzie jeszcze kilkadziesiąt lat temu po głównej ulicy Grochowa jeździła kolejka wąskotorowa a tam gdzie dziś buduje się wieżowce ze szkła i metalu rosły ziemniaki…No ale były i ciemniejsze strony: wysoka przestępczość, częste akcje policyjne, zakłócenia ciszy nocnej. Do codziennych widoków z okna należały sytuacje wybijania szyb w samochodach stojących na światłach i kradzieży torebek, demolowania w biały dzień zaparkowanych samochodów czy kradzieży tablic rejestracyjnych. Ale bywało też (prawie) romantycznie: zdarzały się nocne wędrówki miejscowych Romeów środkiem ulicy z kwiatami i śpiewem na ustach.

Po kilku latach przeniosłam się na Gocławek. Spokojna okolica z nowymi blokami i parterowymi domkami, małe uliczki. Rzadko dzieje się coś niezwykłego. Czasem wybucha pożar w opuszczonych ruinach domów, których tu jeszcze sporo ale które systematycznie przegrywają z deweloperami. Tak jak i ich historia – już tylko od wieloletnich mieszkańców można dowiedzieć się gdzie był kowal a gdzie pasły się – jeszcze wcale niedawno – krowy. Szkoda tego klimatu ale taka kolej rzeczy, a raczej cywilizacji…

Praga Południe - dzielnica coraz bardziej nowoczesna zmienia się też pozytywnie, czego dowodem odnowiony niedawno Plac Szembeka. No dobrze, dobrze, wiem, że są różne zdania na temat „chińskich lampionów”, czy ławek w stylu malinowego chruśniaka ale generalnie dobrze, że go w końcu wyremontowali a fontanny są prawdziwą frajdą, zwłaszcza dla dzieci. Dojazd do centrum bardzo dobry, szkoda tylko, że mój urząd przeniesiono z kolei na lewobrzeżne peryferia Warszawy i znów mam daleko. Jednakże jakże sielskie wydaje się – w porównaniu z wcześniejszymi przygodami – mieszkanie w okolicy gdzie największym problemem są dysputy miłośników Pragi odnośnie jedynej słusznej nazwy poszczególnych jej części. No bo czy Grochów to Praga Południe a Gocławek to Grochów Północny? Ci najzagorzalsi zaklejają nazwę dzielnicy na tabliczkach adresowych lub ją przemalowują na tę, którą oni uważają za właściwą.

Ale to przecież ciągle Praga... i cieszę się, że tu mieszkam.
Aha, męża mam rodowitego prażanina, od pokoleń, który zaraża mnie coraz bardziej miłością do tej strony Wisły. Bo jakżeby inaczej?

Kasia

Wasze komentarze

2015-05-30 12:41 Praga to syf napisał:
Prażanka od urodzenia : dziwne co nie , że autorka nie ma takiego wyobrazenia co Ty o tych pasących sie krowach ... jakbyś nie zauwazyla rok sie zmienil , lata lecą... wiec ogarnij co piszesz
2015-05-30 12:38 sylwia LM napisał:
na pradze masz ludzi z zasadami ? Jak te kurwy okradają nawet tych co sa stamtąd to gdzie masz zasady ?! widac ze mentalnoscią praską przesiąknąłeś od głowy po dupsko.
2015-03-17 19:44 Maria napisał:
Urodziłam się i wychowałam na Pradze, wyprowadziłam się 33 lata temu na Mokotów i za żadne skarby świata nie wrócę na Pragę. http://wawalove.pl/Szuka-wybrala-Prage-Praga-nie-pokochala-sztuki-a17868
2014-11-15 10:32 z pragi napisał:
też jestem z pragi i nienawdze tego miejsca - dresiarze, przestępcy, blachary do robią loda przestępcom, główny temat przestępców to kto za co ścigany, dziesiona dziesiona dziesiona, sanki, sto czterdzieści osiem, źle mi się robi, sami przestepcy dookoła, wychowałem sie od dziecka tu , nigdy nie kradłem, nie napadałem, za to moi sąsiedzi regularnie jak nie napadali to siedzieli, czasem trup jakiś, w USA by się wzięło karabin i porządek zrobiło w minutę przez uczciwych obywateli, a tu tylko obrót kradzionymi rzeczami, dresiarze, dyskoteki po nocach że spać się nie dało bo tylko disco gra , więc wyprowadziłem się kilka lat temu na ursynów, spokojni ludzie, na powiślu mieszkałem też wynajmując - normalni ludzie, kultura, za to moi dawni znajomi , to tylko siłownia i wyroki, siłownia, narkotyki i wyroki, żaden nawet matury nie ma, pamiętam powieszoną kobietę na drzewie na podwórku, pamiętam policje przyjeżdżającą do zwłok innej osoby, pamiętam kumpli uciekających na widok radiowozów, chlanie , ćpanie, przestępczość, to pamiętam z młodości na pradze w latach 90, bo mam już 40 lat to świetnie pamietam co się działo 1989-2000, miałem kolegę co słuchał metalu zapuścił długie włosy, napadli go i stłuczoną butelką mu włosy golili bo ścigali długowłosych, pamiętam typów z deskami nabitymi gwoździami co polowali na metali czy punków, pamiętam typa co na przystanku z igłą groził że AIDS zarazi jak ktoś mu pieniędzy nie odda, nam by tu potrzeba silnej ręki i porządku , wystrzelać dresów, zostawić samych wykształconych uczciwych ludzi, zamiast iść na studia, uczyć się, pracowac - tylko by kradli, ćpali i napadali, w podstawówce pamiętam jak "koledzy" kradli "kwary" (czyli pierwsze radia w samochodach z kwarcowym wyświetlaczem), wyrywali torebki staruszkom, a potem za to co ukradli szli na dyskoteki i wydawali na alkohol lub dziwki, a jakaś emerytka nie miała na czynsz i leki, bo jej torebke wyrwali, ja wolałem naukę, studia, pracę i dziś mam majątek i chciałbym mieć takie prawo jak w USA, że jak ktoś przyjdzie mi zabrać co moje to zastrzelę, moja rodzina 2 razy padła ofiarą włamania, moim znajomym torebkę wyrwano, samochód koledze ukradł złodziej mieszkający ... w bloku obok, mnie na stalowej nóż do gardła cygan przystawił w 1991 roku, nie zapomnę tego nigdy, cieszę się że mieszkam w innej dzielnicy, wyrabiam pozwolenie na broń i mojej własności będę bronił jak amerykanie
2014-08-31 08:03 ola napisał:
A co do powiedzenia ma na temat swojej wsi zabitej dechami z której pochodzi?
2014-07-18 21:36 Dredlock napisał:
Praga to patologia i tyle. same dresy blachary i ogólnie szambo społeczne
2013-07-04 21:02 Grandex napisał:
Urodzilam sie na mojej ukochanej Pradze (w praskim szpitalu ;) ), mieszkalam tam 30 lat i jak czytam lub slysze glupie opinie osob nie majacych pojecia o tym miejscu to mnie trafia...! Najwiecej do powiedzenia maja ci, ktorzy znaja Prage wylacznie ze slyszenia. Kocham Prage miloscia pierwsza i wielka! Jest to najwspanialsza dzielnica. Nigdzie indziej nie ma ludzi z takim honorem jak tam, zawarte przyjaznie sa dozgonne, szczere, prawdziwe silne charaktery, ludzie z klasa, szacunkiem, zasadami. Jak czytam o tipdach, dresach i trojkatach to mnie ogarnia pusty smiech :))) z tych, ktorzy w Pradze zauwazaja tylko to... Zlego slowa nie dam powiedziec!!!
2013-07-04 17:58 piotruś pan napisał:
witam mieszkam na pradze północ od 25 lat pamiętam jak było kiedyś na pradze patologia złodzieje i menele od x lat ta dzielnica była postrzegana za samo zło że lepiej tam nie wchodzić ale ja kocham tą dzielnice za to że jest taką jaką jest i zapraszam do zwiedzania bo jeszcze z jej świetności zostało
2013-07-04 15:32 Prażanka od urodzeni napisał:
Można powiedziec że głupoty piszesz,przyjechałaś niewiadomo skąd , miałaś wyobrażenie o Warszawie niewiadomo jakie,nasłuchałaś sie stereotypowych poglądów na temat pragi a szczególnie pragi południe,Mieszkam tutaj{ Grochów}od ponad pięćdziesięciu lat , urodziłam się tutaj, dziecięce lata spedziłam na ul. Sulejkowskiej, ale nie tej jaką ty mozesz znać wtedy kilka przecznic dalej były łąki i pasły się krowy i konie (tak tak tak wtedy wyglądał gocław), następnie w wieku 7 lat wraz z rodzicami przeprowadziliśmy się na wspomnianą przez ciebie ul.Grochowską, i nie pamiętam tak licznie opisywanych przez ciebie sytuacji, incydenty zdarzały się jak wszędzie ale napewno nie mieszkała tu patatologia jaka wyłania się z twojego tekstu, jak widać przeżyłam tu swoje pięćdziesiąt pare lat nikt mi głowy nie urwał, noża nie wsadził , nie zgwałcił , a moje samochody poszły do nowych właścicieli bez szwanku na "urodzie"pomimo że stały na "Strasznej "praskiej ulicy Grochowskiej,wracałam z pracy o różnych porach dnia i nocy, i przez wszystkie te lata tylko raz zostałam okradziona , ale też nie w swojej dzielnicy tylko w przyzwoitej według ciebie dzielnicy śródmieście.Więc takie sytuacje się zdarzają nie tylko na pradze. Nie wziełaś pod uwagę że niechlubna opinia niektórych dzielnic nie tylko pragi bierze się z zaniedbań Urzędu Miasta który zawsze inwestował i inwestuje więcej w "wizytówkę " miasta - Śródmieście , dlatego bardziej odległe dzielnice wyglądają bardziej obskurnie a to odrazu przynosi na myśl że w czymś takim mogą mieszkać tylko lumpy i bandziory.
2013-07-04 12:53 Bort napisał:
A kto komu każe pchać się do Warszawy? W Biłgoraju lepiej.
2013-07-04 09:17 Ewa z Kamionka napisał:
Bardzo mily artykul o mojej ukochanej Pradze :) Mieszkalam na Garwolinskiej, pozniej na Grochowskiej dlugie lata. Mieszkam za granica ale jak wroce to na pewno na Prage. Miejsce z klimatem, uroczymi zakatkami no i oczywiscie nasz Skaryszak :) Pozdrawiam serdecznie autorke i zapraszam do zwiedzania i moze do zamieszkania :)
2013-07-04 09:12 g napisał:
Podpis pod zdjęciem powinien brzmieć "czterech śpiących" a nie smutnych.... ;)
2013-07-04 01:16 Wiesia napisał:
Pani Kasiu dziekuje ze tak milo pani opisala Prage Gdy zaczelam czytac to na poczatku bylam oburzona za te szkalowania nim dalej czytalam tym lepiej sie czulam.Mieszkam w Stanach juz 23 lata ale zawsze mysle o powrocie do kraju i to na Prage Polnoc Serdecznie pozdrawiam.

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Twoja-Praga.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii







wstecz