Ignacy Prądzyński o bitwie pod Grochowem

[...] Chłopicki stał na szosie obok baterii Piętki dając baczenie na całą bitwę. Prądzyński przy nim zwracał uwagę na Olszynę, w której ogień ręczny potężnie wrzał zrazu i w przestankach ustawać począł.

Ośmiela się na koniec przemówić do Chłopickiego, czyli też jest pewien o Rohlandzie, że w obronie Olszyny tak dalece upie­rać się będzie, jak on tego wymaga. Na to Chłopicki odpowiada dość opryskliwie: „Cóż wasan chcesz, ja ludzi stworzyć nie mogę; muszę ich używać takich, jacy są". Po chwili atoli zastanowiwszy się: „Pojedźże wa­san do Olszyny i zobacz, co się tam dzieje!"

Popędził Prądzyński natychmiast i zastaje Rohlanda szykującego swoje 6 batalionów, a z Olszyny odzywające się już strzały rosyj­skie. Nie wdając się w żadne wywody odezwał się do Rohlanda: „Z rozkazu generała!" i zakomenderował: „Formuj kolumny". Te wnet sformowane wprowadza wspólnie z Rohlandem na powrót w Olszynę, a za nimi postępuje w rezerwie Żymirski z drugą swoją brygadą. W Olszynie wznawia  się  potężny bój. Dzielni przeciwnicy o kilka kroków strzelają do siebie, kłują się bagne­tami i tłuką kolbami, przecież niedługo Rosjanie zdołali wytrzymać natarczy­wość Polaków. Wnet z całej Olszyny wyrzuceni, ale nie daleko ustępują, na otwartym polu formują się na nowo, przybywa im w pomoc 8 świeżych ba­talionów, reszta 25 dywizji, 17 zatem batalionów rosyjskich [nowy przypusz­cza atak do Olszyny, ale broni jej teraz Żymirski] całą swoją dywizją. Nad krajem tego lasku wzmaga się mordercza bitwa, licznie padają ludzie, żadna strona naprzód się posunąć nie może, a ustąpić nie chce [...] Wróciwszy do Chłopickiego z Olszyny zdać mu sprawę zastałem go na tym samym miejscu [...] a tak gęsto szły kule [...] że mnie opowiadającemu tchu zabrakło, na Chłopickim zaś zdawało się, że mu i owszem ogień ten służy: marsowa jego twarz była pogod­niejsza, mowa płynniejsza, myśli swoje daleko jaśniej tłumaczył. Cudna to była na­tura żołnierska [...]

Rosjanie ze wszystkich stron cisną się do Olszyny, z której Polacy pomimo upor­czywego oporu [...] ustąpić przymuszeni. W tej chwili kula działowa urywa ramię Żymirskiemu [...] Chłopicki [...] widzi, co się dzieje. Rozkazuje, ażeby dywizja Żymirskiego [...] udała się poza dywizją Skrzyneckiego, a zebrana i uporządkowana formowała odtąd rezerwę, rozkazuje, żeby brygada Bogusławskiego, wsparta resztą dywizji Skrzyneckiego uderzyła w Olszynę na lewo wspólnie z grenadierami, którzy atakować ję będą na prawo. Tych ostatnich już ściągnął był na miejsce, gdzie się sam znajdował, jeden batalion zostawia w zabezpieczeniu dział Piętki, trzy inne formuje w kolumny do ataku i przemawia do żołnierzy w zachęcających słowach [...] Chłopicki [...] prowadzi ten batalion bez szpady, z cygarem w ustach, na czele dwóch drugich [kolumn stawają Milberg i Prądzyński. Krokiem do ataku ruszają] kolumny polskie naprzód przy odgłosie bębnów i śpiewie „Jeszcze Polska nie zginęła", a ogień działowy wzmaga się ze strony rosyjskiej, bo oni świeże baterie do boju wprowadzili [...] Cała siła rosyjska, z jaką opanowali Olszynę, nie wytrzymała natarczywości polskiej. Ci wszyscy, co ten lasek zajęli, i ci, co nie mogąc się w nim po­mieścić po obu jego bokach się rozwinęli, muszą ustępować, tak 3 dywizja, jako też 24 i 25, nawet i waleczni karabiniery straciwszy niemal wszystkich dowódców batalionów i kompanii, nawet dowódcę swego generała Treiganta [...]

Rosjanie zupełnie wyrzuceni z Olszyny napełnionej obustronnymi trupami i rannymi. Już polskie kolumny występują z Olszyny i ruszają naprzód. Prądzyński woła na gre­nadierów: „Żołnierze, bracia, jeszcze jedno wysilenie, a te oto działa są nasze". I w samej rzeczy kilka dział zdobyto, inne stały opuszczone bez kanonierów i bez pociągu. Męstwo, zapał, natarczywość Polaków zdają się niepohamowane i nie do wstrzymania [...] Feldmarszałek spostrzega zupełną zmianę bitwy, jak atakowani stali się zaczepnikami. Sądząc, że nadeszła chwila stanowcza, rozkazuje, ażeby 2 bry­gada grenadierów [...] przeszła górę i połączywszy się z brygadą karabinierów na Polaków uderzyła, a obracając się do oficerów [...] zawołał: „Nie jestże to hańba, że nie możemy zdobyć tego lasku?" [...] zjeżdża ze swej góry w odmęt bitwy [...] Adiutanci jego i generałowie stawają na czele ustępujących batalionów, on sam udaje się do 3 dywizji i mocnym woła głosem: „Dokąd dzieci? Tam nieprzyjaciel, naprzód, naprzód!" i sam prowadzi [...] zbliżyli się do siebie obydwaj wodzowie. Tu Chłopicki w skromnym mundurowym surducie, pełen gniewu i ognia [...] zachęca swoich wojowników słowami i czynem [...] przemocy a niepospolitemu także męstwu [...] muszą na koniec ulec. O godzinie 2 Olszyna przez nich zupełnie stracona [...]

Ale Chłopicki wcale się jeszcze nie ma za pokonanego [...] Układa nowe wysilenia na jej odzyskanie. Ma to być potężny atak, który on sam poprowadzi, ma być usku­teczniony wspólnie przez dywizję Żymirskiego [...] Skrzyneckiego [...] i przez cały pułk grenadierów. Chłopicki spodziewa się [...] Krukowieckiego [...] Bo troskliwy od początku bitwy, co się pod Białołęką dzieje, dowiedział się, że się tam wałka skoń­czyła. A zatem 30 batalionów Polaków ma teraz na nieprzyjaciela uderzyć, aby mu Olszynę wydrzeć. Nie dosyć na tym: Chłopicki osądził, że zacięty kilkogodzinny bój musiał także wywrzeć wpływ na bataliony rosyjskie, że on nie w pierwotnym już porządku [...] Rachuje także wiele na ów rów [...] przez Olszynę przechodzący. Sądzi bardzo słusznie, że nieprzyjaciel z trudnością tylko będzie mógł przeprowa­dzić przez niego konnicę swoją [...] Chce zatem oprócz ataku piechoty uderzyć masą jazdy na debuszujące kolumny, zanim się uformować zdołają. W tym celu wysyła do gen. Tomasza Łubieńskiego, ażeby ze swoim korpusem postąpił naprzód i do niego się zbliżył [...] Łubieński zbywa wszystkich i z miejsca nie rusza [...] że on nie zna gen. Chłopickiego [...] Chłopicki [...] niecierpliwi się i udaje na tył, żeby jazdę Łubieńskiego i dywizję Żymirskiego osobiście naprzód poprowadzić. Po drodze wstępuje do Szembeka, zapowiada mu, że teraz należy wyglądać uderzenia jazdy nieprzyjacielskiej i poleca mu, ażeby się przygotował na jej przyjęcie. Dojeżdża aż do Radziwiłła i z nim krótko się rozmówiwszy wraca na przód. Wtem granat nieprzyjacielski uderza w piersi jego konia i w koniu pęka; i koń, i Chłopicki zniknęli na chwilę w kłębie dymu. Wydobywają go rannego w obydwie nogi [...]

Zrobiwszy na prędce nosze z kilku kos składają go na nie [...] Prądzyński przypada do niego z zapytaniem, komu dowództwo po sobie oddaje? Chłopicki [...] oczami jeszcze błyskawice ciskający odpowiada: „Panu Skrzyneckiemu [...] powiedz mu, ażeby całymi siłami uderzał na Olszynę i koniecznie ją Moskalom wydarł" [...] Z polecenia Chłopickiego pędzi Prądzyński do Skrzyneckiego [...] Skrzynecki stojąc na koniu przed frontem [...] pięknym wydawał się wodzem. Gdy mu Prądzyński oznajmił, że Chłopicki porucza mu dowództwo po sobie, uśmiech ukontentowania przeleciał mu po twarzy, ale którego wszelki ślad natychmiast zniknął, gdym oznajmił mu drugą część polecenia. „A gdzie tam o tym myśleć, patrzaj, co się dzieje!" Jakoż bataliony rosyjskie posuwały się wolno naprzód i szykowały się [...] Skoro Chłopicki zszedł z pola, zniknął w wojsku polskim duch ożywiający, opadła impulsja popychająca je naprzód [...] Skrzynecki [...] skoro oko i wola tęgiego przełożonego nie zmuszała go iść naprzód [...] myślał tylko o cofaniu się.



I. Prądzyński, Pamiętniki, wyd. Maszyński, t. I, Kraków 1910, s. 475


Więcej na ten temat

Wasze komentarze


Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Twoja-Praga.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii







wstecz