Mechanik, który trzyma książki serwisowe sprzed dwudziestu lat

07.07.2026 | Autor: Artykuł sponsorowany

Zbigniew Krawiec, warsztat pod Sochaczewem, dwadzieścia trzy lata na tym samym placu, działka po ojcu, który tu kiedyś dłubał przy starych polskich autach z poprzedniej epoki. Byłem u niego w maju, akurat sobota, na podnośniku starszy niemiecki kombi na lubelskich blachach, a w kantorku na biurku stos zeszytów A4 w twardych okładkach, poustawiane rocznikami. Krawiec prowadzi coś, co sam nazywa swoim systemem, choć tak naprawdę to zwykłe zeszyty kupowane w lokalnym dyskoncie za parę złotych. Każda naprawa, każda wymiana oleju, filtr, uszczelka, wszystko zapisane ręcznie, z datą i przebiegiem, od pierwszego dnia, kiedy otworzył firmę w 2003. Pytałem, czemu tak robi, bo żaden przepis tego nie wymusza. Ojciec tak robił, powiedział mi, a po kilku latach okazało się, że klienci zaczęli o te zeszyty pytać i właściwie teraz to oni go pilnują, żeby nie przestał.


Import używek do Polski w 2024 to było około 967 tysięcy sztuk, do tego krajowe przerejestrowania, łącznie miliony aut zmieniających ręce co roku. Ceny? Gdzieś koło 46 tysięcy złotych średnio, ale tak naprawdę większość ludzi kupuje za 20, może 30 tysięcy, i za takie pieniądze chce wiedzieć choćby tyle, że auto nie jest po stłuczce albo że ktoś faktycznie wymieniał w nim olej. Książka serwisowa przy takich transakcjach robi robotę, pod warunkiem, że jest prawdziwa. A z tym bywa różnie. Podróbka. Pustą książkę niemal każdej marki da się kupić na aukcji za może pięćdziesiąt złotych, wsadzić pieczątkę i napisać, co się chce. Krawiec mówił mi, że co miesiąc ktoś do niego dzwoni, właśnie kupił auto, chce potwierdzić te wpisy, bo wie, że Krawiec prowadzi swoje zeszyty. Bywa, że się wszystko zgadza. Bywa też, że auto w ogóle u niego nie stało, a ktoś spreparował mu pieczątkę z adresem warsztatu i powpisywał fikcyjne przeglądy.

Kodeks karny za fałszowanie dokumentów daje do pięciu lat, ale sprawdźcie mi, ile wyroków w Polsce zapadło za podrobioną książkę serwisową. Nikt tego nie ściga, kupujący dowiaduje się po fakcie i albo macha ręką, albo nie ma siły się procesować o auto za trzydzieści tysięcy, a sprzedawca tymczasem ściąga ogłoszenie, zmienia numer i go nie ma. Jeden taki przypadek Krawiec pamiętał dobrze, bo facet z Żyrardowa przyjechał do niego z dieslem sprowadzonym z Belgii, takim powystawowym rzekomo, piękna książka serwisowa, wpisy po francusku, pieczątki, wszystko z serwisu pod Brukselą. Krawiec wsadził auto na podnośnik, zajrzał pod spód i mówi do tego gościa, że ten samochód oleju nie widział od co najmniej dwóch lat, bo zaślepka filtra cała w nalocie, gruby, tłusty, taki, że nie trzeba być mechanikiem, żeby widzieć. Turbo do wymiany, olej, filtry, chłodnica EGR, facet wydał na to pewnie ze dwanaście tysięcy, a w tej ładnej książce serwisowej ktoś mu napisał, że olej zmieniano dziewięć miesięcy temu. Rozmawiałem potem z tym gościem przez telefon, bo Krawiec podał mi jego numer, i facet powiedział mi tyle, że już nigdy nie kupi auta bez sprawdzenia pod spodem, niezależnie od tego, jakie papiery mu ktoś pokaże.



Elektroniczne książki serwisowe miały tu pomóc i w autoryzowanych serwisach faktycznie trochę pomagają, bo wpis leci do bazy producenta, ciężej go podrobić bez dostępu do systemu. Problem w tym, że Krawiec i jemu podobni, warsztaty niezależne pod Sochaczewem, pod Łowiczem, pod Skierniewicami, tego nie prowadzą. Dystrybutorzy dają im narzędzia, parę platform za darmo, ale mechanik wystawia fakturę, daje paragon i na tym sprawa się kończy. Dwa lata później klient chce sprzedać to samo auto i nie ma niczego, żadnego śladu, że ktoś mu za dwa i pół tysiąca robił rozrząd albo wymieniał tarcze z klockami. Zapytałem carvertical.com/pl o ich dane ze sprawdzenia historii pojazdu i wyszło, że może 35, 40 procent kupujących odpala raport historii przed zakupem, ale te dane są z ankiet, więc pewnie zawyżone. Reszta kupuje na oko, na słuch, na to, czy tapicerka jest czysta.

Zeszyty Krawca, czterdzieści parę sztuk, stoją na regale w kantorku posortowane latami, od 2003 do teraz. Numer rejestracyjny, VIN, data, przebieg, co robił, jakie części, wszystko długopisem, niebieskim albo czarnym, zależy jaki miał pod ręką. Na komputer przejść nie chce, bo, jak mówi, dysk się spali, a zeszyt leży dwadzieścia lat i nic mu się nie dzieje. I kiedy wraca klient po pięciu, sześciu latach, Krawiec szuka, i w parę minut ma wpis. Dzwonią też ludzie, których nie zna, szukają konkretnego VIN-u, bo chcą auto kupić i chcą sprawdzić, co z nim robiono. Jeden gość z Łodzi, mówił mi o nim Krawiec, dzwonił trzy razy w ciągu jednego tygodnia w sprawie czeskiego kompakta rocznik 2012, bo sprzedawca zapewniał, że pompa wody była wymieniana. Krawiec poszperał po zeszytach, znalazł wpis z 2019, przebieg 147 tysięcy, pompa faktycznie wymieniona. Gość kupił to auto.

Pytałem, czy zeszyty kiedyś pomogły któremuś z klientów przy sprzedaży, i Krawiec się roześmiał, bo to okazuje się teraz główna rzecz, która trzyma mu stałych klientów. Jest taki handlarz z Grodziska Mazowieckiego, skupuje auta, przywozi Krawcowi na serwis, a potem w ogłoszeniu pisze numer warsztatu i że można zadzwonić po potwierdzenie historii napraw. I ludzie dzwonią. Krawiec im mówi, co robił, kiedy, przy jakim przebiegu, i ponoć to zamyka sprzedaż lepiej niż zdjęcia na portalu. Pieniędzy za te rozmowy nie bierze, ale handlarz przyjeżdża z trzema, czterema autami miesięcznie, więc obie strony są zadowolone.

SAMAR doliczył się 485 tysięcy importowanych używanych aut w pierwszym półroczu 2025, Niemcy dalej na czele, średni wiek sprowadzanego auta ponad dwanaście lat, czyli rocznikowo mniej więcej 2012, 2013. Auto z 2012 roku, producent dawno przestał mu prowadzić bazę serwisową, papierowa książka gdzieś się zapodziała, schowek, garaż, razem z instrukcją i mapą drogową, która pewnie jeszcze miała wersję na CD. Nikt tego nie trzyma, powtórzył mi Krawiec przy pożegnaniu, i dlatego te jego zeszyty jeszcze w ogóle kogokolwiek obchodzą. Syn mu proponuje komputer od lat. On odpowiada tak samo, że jak zeszyt przestanie działać, to pomyśli. Na biurku w kantorku otwarty zeszyt z maja, trzy wpisy z tego tygodnia, przebieg co do kilometra.

Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Twoja-Praga.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii

Polub nasz fanpage i bądź na bieżąco

Polecamy

Bezpłatne ogłoszenia