Stop wariatom drogowym

Dodano: 24.10.2018, modyfikacja: 24.10.2018
Wszyscy pamiętamy kampanię społeczną największego polskiego zakładu ubezpieczeń pod tym tytułem. Trafny, mocny przekaz trafił do pamięci Polaków na tyle, że stał się memem zanim w ogóle modne stało się posługiwanie słowem „mem”. W obecnej sytuacji należy przywołać to hasło i użyć go do zupełnie innego celu. Tym razem nie w odniesieniu do kierowców uprawiających „wariactwa” na drodze, a do urzędników uprawiających w Warszawie swoje „wariactwa” polegające na zwężaniu i zamykaniu dróg, wbrew logice, woli mieszkańców oraz danym statystycznym pokazującym nietrafność takich rozwiązań.


Zamiłowanie do zwężania ulic prezentowane przez niektórych urzędników stołecznego Ratusza bierze się z przekonania, że jeśli pozwęża się ulice i w konsekwencji spowoduje się zatkanie Warszawy korkami, to kierowcy porzucą swoje samochody i zaczną podróżować komunikacją miejską. W efekcie zmniejszy się ilość samochodów w centrum. Jakie to proste, prawda? Niestety jest to założenie całkowicie w warunkach warszawskich błędne, o charakterze dogmatu, nie poparte żadnymi racjonalnymi przesłankami. Zwolennicy tego poglądu zapatrzyli się na miasta Europy Zachodniej. Dlaczego to rozwiązanie nie sprawdzi się w Warszawie? Wystarczy spojrzeć na mapę. Zachodnie miasta o powierzchni równej powierzchni Warszawy (przypomnijmy: 517 km2) dysponują rozwiniętą siecią metra, parkingów P+R, zaś komunikacja miejska jest wspierana poprzez politykę miejską promującą carsharing (krótkoterminowy najem samochodów) i carpooling (wspólne przejazdy). Warszawa dysponuje jedną kompletną linią metra i zalążkiem drugiej. Często przytaczany przez urzędników argument jakoby ten niedostatek był rekompensowany przez rozbudowaną sieć tramwajową, jest również nietrafny. Tramwaj nigdy nie będzie odpowiednikiem metra. Gdyby tak było, żadne miasto nie inwestowałoby bardzo dużych środków finansowych w kosztowne drążenie tuneli, lecz oparło swoją komunikację na tramwajach. Metro zapewnia dojazd znacznie szybszy niż czas trwania przejazdu samochodem na porównywalnej trasie. Podróżujący metrem oszczędza też czas, który by zużył na poszukiwanie miejsca parkingowego. Tymczasem tramwaj to powolne toczydło, które staje na skrzyżowaniach i przystankach, średnio co ok. 50 metrów. Nigdy nie będzie alternatywą dla metra. Co gorsza, nawet do tych tramwajów wiele dzielnic nie ma dostępu. Kierowcy z tych obszarów nie przesiądą się do zatłoczonych autobusów, kursujących niezgodnie z rozkładem, jeżdżących w upały z wyłączoną klimatyzacją a zimą często bez ogrzewania. Będą woleli postać w korku dłużej. Efektem polityki ZDM będzie więc zakorkowanie i trucie spalinami dzielnic w których będą ciągnąć się długie korki. Dopóki komunikacja miejska nie będzie atrakcyjna dla wszystkich warszawiaków, kierowcy nie przesiądą się do niej. Myślenie urzędników ma charakter myślenia życzeniowego.

Ratusz wesoło forsuje kolejne zwężenia ulic. Na początku zwężona została Świętokrzyska, przez co na ulicy tej występuje fenomen w postaci korków utrzymujących nawet o godz. 12, ponieważ przy jej przebudowie pozostawiono tylko po 1 pasie ruchu w każdą stronę. Zbudowano za to absurdalnej szerokości chodniki (po których, przynajmniej na odcinku między Nowym Światem a Marszałkowską, mało kto chodzi) i atrakcje takie jak 3 ścieżki rowerowe obok siebie, które zimą świecą pustkami. Za to mieszkańcy mają na okrągło atrakcję w postaci spalin i smogu. Urzędnicy idą o krok dalej – chcą zwęzić do 1 pasa Aleję Jana Pawła II, dodatkowo forsują zwężenie ul. Górczewskiej. W tym ostatnim przypadku ponieśli zresztą spektakularną klęskę. Wszystkie największe siły polityczne i kandydaci na prezydenta Warszawy największych formacji zgodnie krytykują ten pomysł, tak jak i sposób przeprowadzenia konsultacji społecznych (oparto się na ankiecie którą wypełniło 250 osób, z których 119 poparło zwężenie).

Polityka wariactw drogowych dotarła niestety także na Pragę. W oderwanym od rzeczywistości koncepcie uczynienia z Ząbkowskiej deptaku, została ona zamknięta na całe wakacje w ramach festiwalu „Otwarta Ząbkowska”, mimo że w dni robocze nie przewidziano żadnych wydarzeń. Atrakcje za to – i to niemałe – mieli kierowcy jadący przez Pragę oraz mieszkańcy takich ulic jak Brzeska czy Kijowska. Ogromne korki były codziennością. Popularność w internecie zdobyło nagranie, jak w godzinach szczytu kierowca jechał 200 metrów ulicą Brzeską przez ponad 15 minut. Dlaczego urzędnicy deklarują walkę ze smogiem, a jednocześnie fundują mieszkańcom Brzeskiej i Kijowskiej atrakcje w postaci powietrza zanieczyszczonego spalinami ze stojących w korkach samochodów? Cierpią na tym wszyscy mieszkańcy, w szczególności dzieci, które przez bezmyślność zaślepionego ideologią urzędnika będą wdychać trujące wyziewy. To jednak nie jest ostatnie słowo urzędników. Rozważane jest bowiem zwężenie ulicy Jagiellońskiej na wysokości FSO...

Urzędnicy zachęcają do przesiadki na rowery. Niestety w Warszawie nie uda się przeszczepić bezpośrednio rozwiązań zachodnich w tym zakresie. Miasta w których znaczną część przejazdów stanowią przejazdy rowerami leżą dysponują albo cieplejszym klimatem niż Warszawa (np. Nicea, gdzie w styczniu panują z reguły temperatury powyżej 10 st. C, a nie ujemne) albo łagodnym morskim klimatem, gdzie mrozy to rzadkość. U nas zimą ścieżki rowerowe są puste. Dodatkowo rowery stanowią rozwiązanie w miastach o mniejszej powierzchni niż Warszawa. Można jechać do pracy 2 kilometry rowerem w Amsterdamie. Czy na Białołęce będą jacyś chętni aby jechać 15-20 kilometrów zimą rowerem w jedną stronę? Mocno wątpliwe.

Zanim zacznie się układać życie Warszawiakom, należy zastanowić się, jakie konsekwencje będą miały działania urzędników. Nie należy bezrefleksyjnie kopiować wszystkiego, co się zobaczyło na Zachodzie tylko pomyśleć, jakie warunki muszą być spełnione aby w Warszawie realizowana była skuteczna polityka ekologiczna. Obecna polityka ratusza jest fatalna a miasto rok w rok bije kolejne rekordy smogu. Polecam urzędnikom pod rozwagę, aby nie mnożyli korków, naiwnie licząc że zniechęcą kierowców do podróży samochodami. Stwórzcie sensowną komunikację miejską! Rozwijajcie SKM i sieć parkingów P+R. Dodajcie więcej kursów, zamiast ciąć rozkłady. Porzućcie założenie, zgodnie z którym tylko autobus wypchany jak puszka sardynek jest opłacalny. Koszty smogu ponoszone przez nas wszystkich są znacznie większe niż koszt zakupu dodatkowych autobusów. Smog kosztuje nas wszystkich - nie tylko pieniądze ale i zdrowie.


Jakub Dobromilski

Więcej na ten temat

Wasze komentarze

2018-10-26 11:26 mikiapole3 napisał:
Bardzo jestem ciekaw, jakie autor ma "dane statystyczne" pokazuję nietrafność "takich rozwiązań", jak to wspomniał we wstępie
2018-10-25 15:00 jan napisał:
nic dodać, nic ująć. Obawiam się, że nowe/stare władze Warszawy będą kontynuować program "zrównania kierowcy z brukiem"
2018-10-25 11:10 RMF napisał:
Ten trawmaj co chwila staje na światłach z powodu ulic poprzecznych i samochodów. A zwężanie przynosi skutki - co świetnie pokazuje przykład Świętokrzyskiej. Ulica odżyła, przedsiębiorcy się cieszą, ludzie chodzą, korek stoi na 1 pasie a nie na 3, krowy nie przestały dawać mleka. To samo było po zwężeniu Krakowskiego Przedmieścia, a wcześniej Nowego Świata. Nawet zamknięcie do remontu mostu łazienkowskiego nie zabiło miasta, z ulic zniknęło wtedy (dane miasta) 50 tysięcy aut, bo ich kierowcy przesiedli się do komunikacji zbiorowej.
2018-10-25 07:41 greg napisał:
ale HGW i Trzaskowski uważają inaczej
2018-10-24 21:29 Ant napisał:
Straszny b.. . kiedy byl spalony most lazienkowski bardzo duzo osob przesiadlo sie wtedy do komunikacji miejskiej. Wraz z jego ponowntm otwarciem ilosc aut znaczaco sie zwiekszyla. Szerokie ulice = wiecej samochodow. Ja samaa jezdze autem tylko dlatego ze moge. Komunikacja dojazdy mam bardzo dobre rowerem tez blisko. Ale czlowiek leniwy jest z natury. P+R parkingi, skm i inne takie to priorytet. Tu sie zgadzam.

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Twoja-Praga.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii






wstecz