Dziadek Krystiana Ochmana to chłopak z Ząbkowskiej

Dodano: 12.05.2022, modyfikacja: 12.05.2022
Trwa Eurowizja 2022. Dziś, w czwartek 12 maja, oglądać będziemy mogli drugi półfinał, w którym wystąpi reprezentant Polski Krystian Ochman. W tym dniu warto przypomnieć postać jego dziadka - Wiesława Ochmana, który dorastał na ulicy Ząbkowskiej.








Dzieciństwo na Ząbkowskiej

Ojciec Wiesława Ochmana - Jan, urodził się w 1895 roku w Warszawie, a mama - Bronisława (z domu Jędrych) w roku 1910 na Lubelszczyźnie.

„Mój tata był mechanikiem. Pracował u Lilpopa przy naprawie samolotów, a potem w firmie AVIA, przy produkcji obrabiarek. Zajmował się również ślusarstwem. Miał warsztat przy ulicy Ząbkowskiej. Na tej samej ulicy mieszkaliśmy. Był taką „złotą rączką”. Pamiętam jak mi i mojemu bratu zrobił kiedyś sanki z dwóch teowników… Były świetne! Pomagał wszystkim. Był bardzo dobrym człowiekiem. Mama natomiast była bibliotekarką i pracowała w technikum, mieszczącym się na warszawskim Mokotowie przy ul. Wiśniowej. Dożyła pięknego wieku 94 lat. Byłem z nią zawsze bardzo zżyty". - wspominał dla Gwiazdozbioru Artystycznym Oskara Świtały - Wiesława Ochman.

W dniu 6 lutego 1937 roku jako drugi syn przychodzi na świat Wiesław Ochman.

"Urodziłem się w naszym mieszkaniu przy ul. Ząbkowskiej 48. Mieszkaliśmy w kamienicy na trzecim piętrze... wejście drugą klatką! Przed domem był piękny ogród, 150 na 150 metrów. Jako dzieciaki bawiliśmy się w nim. Rosły tam kasztany, bzy i niesamowicie pachniał jaśmin. Kamienicy tej niestety już nie ma. Wojnę przetrwała. Była jedynie mocno ostrzelana. Została celowo wyburzona wiele lat po wojnie". - wspomina artysta

Dziś po kamienicy Ząbkowska 48 nie ma najmniejszego śladu. Zaś ogród, o którym wspomina znajdował się w miejscu, gdzie dziś jest wejście do 1 klatki budynku RSM "Praga" przy Ząbkowskiej 40.

II wojna światowa wybuchła, gdy Wiesław Ochman miał 2 lata. Początków wojny oczywiście nie pamięta. Jednak przeżycia z okresu Powstania Warszawskiego mocno już zapadły w jego pamięci.

"Niemcy okopali się w pewnym momencie również na ul. Ząbkowskiej. Podczas ostrzałów dorośli zabierali nas do piwnic, gdzie w oknach były drewniane paki wypełnione piachem. Wiele kul w nich ugrzęzło. Pamiętam również, że dorośli czasem karmili zupą wygłodzonych i wychłodzonych Niemców z Wermachtu. Nawet ich było im żal. Po raz kolejny okazało się, że Polacy to bardzo dobrzy ludzie!. "Kukurżniki, czyli dwupłatowe samoloty, często oglądaliśmy na niebie. Ich taktyka polegała na tym, że gdy dolatywały do Warszawy wyłączały motory i w ciszy zrzucały bomby. Tak sowieccy piloci nękali Niemców. Bardzo mi i chłopakom się to podobało. Pamiętam również częste rozmowy sąsiadów o wojnie. Spotykali się co wieczór. Jako dzieciaki przysłuchiwaliśmy się tym rozmowom. Starsi robili wszystko, aby nas, czyli dzieci, ochronić przed skutkami i świadomością wojny. W sumie im się to udawało. Często z kolegami bawiliśmy się, nie zawsze w sposób odpowiedzialny. Zabawy polegały na przykład na tym, że znajdowaliśmy spłonki, które potem wrzucaliśmy do ogniska i uciekaliśmy. Pamiętam, jak jeden z pocisków długo nie chciał wystrzelić. Wtedy mój kolega poszedł sprawdzić dlaczego… wrócił z urwanymi palcami. Mi także przydarzyła się podobna sytuacja. Gdy podszedłem do ogniska sprawdzić dlaczego nic nie wybucha, w momencie gdy zbliżyłem się do płomieni, pocisk wybuchł i cały proch powbijał mi się w ciało. Miałem przez to gorączkę przez kilka dni i lekarz wydłubywał mi resztki prochu z ciała. Były tego setki. Do dziś mam po tym wydarzeniu pamiątki" - tak wspominał po latach ten dramatyczny czas.

W 1943 roku, jako 6 letnie dziecko rozpoczął naukę. Jego rejonowa szkoła przy Kawęczyńskiej jest zajęta przez Niemców, zatem zajęcia odbywają się się w podziemiach Bazyliki Najświętszego Serca Pana Jezusa przy ul. Kawęczyńskiej. Tam mieszczą się również sale do gry w ping ponga, z których Wiesio często korzysta. Potajemne zajęcia odbywają się także w prywatnych mieszkaniach przy ul. Brzeskiej, Nieporęckiej, Ząbkowskiej czy Korsaka.

„W tamtym okresie, wraz z bratem i kolegami z klasy chodziliśmy bawić się w bulwach, w naszym ogrodzie. Pewnego razu zobaczyliśmy tam człowieka w nieznanym nam mundurze. Podszedł do nas i przyłożył palec do swoich ust, abyśmy byli cicho. Jak się okazało był to żołnierz sowiecki, który kierował ogniem artylerii. Naprowadzał działa na cel. Pamiętam jak huknął prosto w czołg, stojący na ul. Nieporęckiej. Pobiegliśmy tam później zobaczyć zniszczenia. Widziałem ciała ludzi z czołgu, które następnie pogrzebano. Wokoło leżały granaty, które z bratem pozbieraliśmy i na wszelki wypadek zanieśliśmy do domu i schowaliśmy pod swoje łóżka. Z perspektywy lat, mam wątpliwości, czy był to najmądrzejszy pomysł”. - mówi dziś 85 - letni Wiesław Ochman.

Ojciec Wiesława Ochman pracował w fabryce AVII, przy produkcji obrabiarek. Niestety, w październiku 1944 roku został wywieziony do obozu, gdzie zginął.

„Zaraz po zakończeniu powstania, w październiku, gestapowcy zabrali tatę. Wtedy to widziałem go po raz ostatni. Prawdopodobnie trafił do obozu w Auschwitz i tam zginął. Nigdy się tego dokładnie nie dowiedzieliśmy. Przed wojną w naszej kamienicy mieszkało 16. mężczyzn. Wróciło tylko dwóch”. - mówił Wiesław Ochman.

Po zakończeniu wojny Wiesio kontynuuje naukę w pobliskiej szkole podstawowej przy ulicy Kawęczyńskiej 2. Tam jego pedagogiem jest pani Jadwiga Chwalińska-Bochonko, która to namawia panią Bronisławę, aby wysłała Wiesia do szkoły plastycznej z internatem, do Bolkowa (woj. dolnośląskie, 30 km od Wałbrzycha).

"Warszawa po wojnie była zrujnowana. Ciężko się po niej poruszało. Chodziło się po gruzach. Tramwaje były przepełnione i codziennie komuś w związku z tym ucinało kończyny. Na początku nie można było przemieścić się na drugą stronę Wisły, gdyż wszystkie mosty były zburzone. Po jakimś czasie postawiono most pontonowy – w tym miejscu, gdzie teraz jest most Śląsko-Dąbrowski. Od strony Pragi witały wjeżdżających na niego wielkie portrety Stalina i Bieruta. Most zniosła kra". - wspominał po latach powojenny okres.

Mama, za namową pani Chwalińskiej, zdecydowała się na wysłanie Wiesława do szkoły plastycznej w Bolkowie. Wiesław Ochman wrócił do Warszawy dopiero w latach 60., jednak zamieszkał już po drugiej stronie Wisły.

OF/IP/TJ

Więcej na ten temat


Obiekty

Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Twoja-Praga.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii


Polub nasz fanpage i bądź na bieżąco

Polecamy

Bezpłatne ogłoszenia