Państwowe Zakłady Tele-i Radiotechniczne "Dzwonkowa"

Fabryka Dzwonkowa fot. Paweł ElszteinDawne Zakłady Tele- i Radiotechniczne "Dzwonkowa" mieściły się na Kamionku przy ulicy Grochowskiej 341 na Pradze Południe w Warszawie.

W 1913 roku w zabudowaniach pamiętających jeszcze koniec XIX wieku rozpoczęła przy Grochowskiej 30 działalność fabryka sprzętu telefonicznego i telegraficznego braci J. B. Petsch. Wybuch I wojny światowej oraz związana z tym sytuacja ekonomiczna przyczyniła się do jej upadku.

W 1919 roku władze nowopowstałego Państwa Polskiego wykupiły zatrudniającą 30 robotników dysponujących 25 obrabiarkami fabrykę braci Petsch.

W 1920 roku fabryka wzmocniona pracownikami z zakładów z Łodzi otrzymuje nazwę Państwowa Wytwórnia Aparatów Telefonicznych i Telegraficznych (PWATiT).

W zakładzie znanym potocznie "Dzwonkowa" produkuje się sprzęt służący łączności, między innymi łącznice telefoniczne o pojemności od 5 do 100 numerów, telefony i dzwonki. Ponadto wytwarzano urządzenia sygnalizacyjne, liczniki energii elektrycznej, automaty sprzedające, urządzenia głośnikowe, instalacje oświetleniowe, aparaty prądów słabych.

W latach 1929-30 rozbudowano fabrykę o nowe modernistyczne budynki wg projektu Romualda Millera.

W 1931 roku PWATiT łączy się z Państwową Wytwórnią Łączności z ulicy Ratuszowej 11 tworząc Państwowe Zakłady Tele-i Radiotechniczne (PZTiR).

Z fabryki przy Grochowskiej wychodziły przed wojną radioodbiorniki Echo i inne aparaty polskiej konstrukcji i produkcji. Dzięki współpracy z Państwowym Instytutem Telekomunikacyjnym i Biurem Badań Technicznych Wojsk Łączności budowano radiostacje dla wojska, w tym dla lotnictwa myśliwskiego. W latach 1937-39 Ministerstwo  Spraw Wojskowych zakupiło 554 radiostacje typu Ni i 1019 typu N2 oraz 26 stacji wywiadowczych i dwie stacje dla Dowództwa WP.

W 1939 roku wytwórnia wygrała konkurs na tani odbiornik lampowy do odbioru programów za pośrednictwem głośnika, pod wymowną nazwą "Ludowy".

Tuż przed wybuchem II wojny światowej zatrudniająca 4,5 tys. pracowników "Dzwonkowa" z kilkoma filiami jest jednym z największych i najnowocześniejszych zakładów w Polsce.

Po zajęciu Warszawy przez Niemców w 1939 raku fabryka, podporządkowana niemieckiej polityce wschodniej wznowiła produkcję w lipcu 1940 roku.

W czasie okupacji produkowano sprzęt dla armii niemieckiej: łącznice, aparaty telefoniczne, radiostacje a także amunicję. Niemal od początku okupacji na terenie fabryki zaczął działać ruch oporu, którego udziałem były akcje sabotażowe, powodujące obniżenie jakości produkowanych wyrobów. Na miejscu istniała tajna wytwórnia sprzętu łączności dla oddziałów powstańczych.

W sierpniu 1944 roku Niemcy wywieźli urządzenia produkcyjne i materiały, a prawie w przededniu natarcia Armii Czerwonej na Pragę zabudowania fabryczne wysadzili w powietrze. Poważnemu zniszczeniu uległ kompleks budynków usytuowanych wzdłuż ulicy Grochowskiej, z czego ocalał tylko jeden nieduży wewnątrz posesji.

Po wojnie podjęto prowizoryczną odbudowę zakładów. Na starych fundamentach powstały w pośpiechu drewniane pawilony.

Od 1947 roku kontynuowano w nich dawny profil produkcyjny, ograniczony jednak do telefonii przewodowej, do budowy central i łącznic telefonicznych na podzespołach angielskich.

Pod zmienioną nazwą, jako Zakłady Wytwórcze Urządzeń Teletechnicznych im. "Komuny Paryskiej" fabryka zaczęła funkcjonować od 1951 roku.

W 1962 roku główny profil produkcji przeniesiono do nowego budynku przy ulicy Żupniczej obok Dworca Wschodniego.

Przy ulicy Grochowskiej pozostały:  malarnia, stolarnia, działy mechaniczne, garaże i in. uciążliwe wydziały, a w ocalałym z pożogi wojennej budynku wydzielono Zakład Badań i Studiów Teletechniki.

W 1969 roku nad brzegiem Jeziorka Kamionkowskiego nieopodal fabryki ustawiono obelisk pamięci pracowników polskich Zakładów Tele- i Radiotechnicznych "Dzwonkowej" poległych podczas II wojny światowej.

Na początku lat 90-tych XX wieku Zakłady Wytwórcze Urządzeń Teletechnicznych zostały przejęte przez potężny koncern "Siemens". Wkrótce mocno już zniszczone pawilony przy ulicy Grochowskiej zostały sprzedane lub wydzierżawione różnym różnym firmom prywatnym. Można tam było kupić np. meble. Jeszcze na początku XX wieku spacerując obecną Aleją Wedla można było zobaczyć szereg parterowych zabudowań fabrycznych.
Zostały one całkowicie zburzone w 2001 roku w czasie budowy pięknego apartamentowego Osiedla "Sonata".

W 2007 na ścianie budynku Osiedla "Sonata" przy ulicy Grochowskiej 341 odsłonięto tablicę upamiętniającą dawną fabrykę "Dzwonkowa".


AB2/PE/TJ


Ciekawostki

  • Fabryka "Dzwonkowa" była pierwszą państwową fabryką w II Rzeczpospolitej Polskiej.
  • Przed zmianą numeracji ulicy Grochowskiej zakład posiadał nr 30
  • W końcu 1932 roku w zakładach wybuchł głośny strajk przeciwko obniżce płac i redukcji 500 pracowników. Gdy mediacje z dyrekcją nie pomogły, fabrykę zablokowała policja. Robotnicy w odpowiedzi wyłonili milicję robotniczą dla samoobrony. Władze nakazały odcięcie dopływu wody, ogrzewania i elektryczności, nie oszczędzając przy tym nawet dzieci przebywających w żłobku fabrycznym. Gdy i to nie pomogło, w nocy 4/5 stycznia 1933 roku żandarmeria i policja przystąpiły do szturmu. Przez całą noc samochody ciężarowe wywoziły rannych i pobitych do
    szpitala Przemienienia Pańskiego. Mimo to załoga wytrwała w strajku do 12 stycznia. Groźba lokautu w warunkach kryzysu zmusiła robotników do kapitulacji, ale na zasadach kompromisu. Ponad 2-tygodniowy strajk "Dzwonkowej" odbił się głośnym echem na całej Pradze, strajkiem solidarnościowym poparły go załogi "Drucianki" i "Blaszanki". 
  • W latach 30-tych doszło do nieudanej próby wykupienia wytwórni przez jedną z polskich
    spółek. Operacja nie powiodła się przez zdecydowany opór załogi oraz lewicowych posłów.
  • W czasie okupacji w zakładze pracował jako robotnik znany prażanin pan Paweł Elsztein.

Więcej na ten temat


Galeria


Częściowo wyborzone zabudowania Dzwonkowej


Wasze komentarze

2021-03-03 13:23 Romualda Szwemin napisał:
Mój dziadek Julian Mrozowski oraz moja babcia Justyna Mrozowską z domu Junak pracowali prawdopodobnie w tej fabryce. Babcia na 100 procent bo mam na to dokument, była robotnicą. Może ktoś potrafi mi pomóc w poznaniu prawdy o moim dziadku Julianie. Zmarł młodo 42 lata, pochowany na cmentarzu Bródno, miał piękny pogrzeb, w kondukcie szło bardzo dużo ludzi.
2020-12-15 15:10 Anna Żakowska napisał:
W domowym archiwum przechowuję wspomnienie mojej Mamy, Karoliny Teodozji Sarnowskiej z domu Dąbrowskiej (ur.1925), o pewnym okupacyjnym epizodzie związanym z tą fabryką oraz jednym z jej pracowników: „Pod koniec lutego 1943 roku Niemcy zamordowali na Pawiaku mojego kolegę Józefa Olszanko. Zdradził go sąsiad, z którym znali się od lat dziecięcych i jako mali chłopcy razem spędzali dużo czasu. Po wrześniu 1939 roku rodzina sąsiadów okazała się volksdeutschami. Ojciec Józia już wcześniej został wywieziony na Pawiak i tam zginął, dlatego mój kolega, chcąc pomóc rodzinie – matce, dwóm siostrom i choremu bratu – zatrudnił się w praskiej fabryce o nazwie „Dzwonkowa”. Przed wojną produkowano tu m. in. radioodbiorniki , a podczas okupacji Niemcy, którzy przejęli tę państwowa fabrykę wyrabiali aparaty podsłuchowe, nadawcze i odbiorcze na potrzeby Rzeszy, gdyż Polakom nie można było posiadać, ani słuchać radia pod groźbą kary śmierci. Józef i jego brat Stanisław byli członkami konspiracji niepodległościowej - Armii Krajowej. Wiadomo, wówczas każdy młody chłopiec marzył o tym, by bronić się przed okupantem i z nim walczyć. Pewnego razu Józef umówił się z kolegami z konspiracji na „mały sabotaż” podczas pracy na nocną zmianę. W dogodnej chwili miał wynieść z fabryki na zewnątrz i wyrzucić aparat (nie wiem, czy chodziło o radio, czy o inne urządzenie nadawczo-odbiorcze) przez ogrodzenie, a następnie uciec. Tak też się stało, jednak by nie narażać reszty rodziny na konsekwencje – postanowił ukrywać się w ruinach opuszczonego domu. Niemcy pierwsze kroki skierowali pod adres zamieszkania, jednak domownicy znający prawdę, twierdzili, że „ten łobuz od dawna nie mieszka w domu”. W mniej więcej tym samym czasie jego brat Stanisław przebywał w szpitalu, chory na zapalenie płuc, więc by rodzina nie umarła z głodu - Józef nie mógł długo pozostać bez zatrudnienia. Udało mu się znaleźć pracę w małym warsztacie produkującym żelazne piecyki, jednak wkrótce został „wytropiony” i napadnięty przez żandarmów po przyjściu do nowej pracy. Został brutalnie pobity do nieprzytomności i wywieziony na Pawiak. Nie znam losu właściciela warsztatu. Trudno jest mi w tej chwili określić ile czasu upłynęło od momentu jego aresztowania do momentu śmierci Józefa Olszanko, jednak okoliczności były następujące: gdy pewnego dnia prowadzono go na przesłuchanie, na korytarzu podszedł do niego oficer gestapo, w którym poznał swojego byłego sąsiada. Wyciągną do Józia rękę ze słowami: „Serwus Józiu.” Dzielny młodzieniec zignorował dawnego kolegę, schował rękę do tyłu, nie próbując się nawet zatrzymać. Następnego dnia, a może za dwa dni, gdy mama Józia zaniosła mu paczkę z posiłkiem – już go nie było. Znalazł się na liście rozstrzelanych. Przyjaźniłam się z siostrą Józia – Martą. Kilka dni po egzekucji idąc z nią ulicą Grochowską, spotkałyśmy eleganckiego, młodego pana po cywilu. Gdy go minęliśmy, zawołał „Dzidka – pozwól”… Dawny znajomy z dzieciństwa opowiedział o swoim spotkaniu z Józiem na terenie Pawiaka, kładąc akcent na słowa, że „gdyby postąpił inaczej – żyłby”…. Tyle z nigdzie nie publikowanego pamiętnika mojej mamy, o jednym z pracowników fabryki „Dzwonkowa” – cichym bohaterze czasów okupacji niemieckiej – Józefie Olszanko.

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Twoja-Praga.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii






wstecz