Zbrodnia na ulicy Cyryla i Metodego 1 sierpnia 1944 r.

Cyryla i Metodego - Miejsce pamięci1 sierpnia 1944 o godz. 17.20 ppor. "Turek" wydał rozkaz otworzenia ognia i rozległy się pierwsze strzały z gmachu DOKP. Na odgłos strzałów przypadkowi przechodnie zbiegli do schronu przy cerkwi pod wezwaniem Marii Magdaleny.

"W schronie znajdowało się już około 100 osób, mężczyzn i kobiet" - zeznawała w 1946 r. Stanisława Mączka przed Komisją Badania Zbrodni Niemieckich. Wracała z mężem do domu od jego matki, mieli spory kawał drogi do siebie na ul. Żerańską 6. Wszyscy byli przejęci i przerażeni sytuacją.

Żołnierze zgrupowania zatarasowali kozłami hiszpańskimi jezdnię na Wileńskiej. Na ul. Inżynierską wytoczyli z garaży DOKP żelazne beczki po benzynie. Skrzyżowanie Targowej z Zygmuntowską zastawiono przewróconymi wozami konnymi i samochodami. Od strony Ząbkowskiej nadjechało kilka wozów pancernych. Gdy zbliżyły się do gmachu, powstańcy cisnęli granaty i butelki samozapalające. Samochody pancerne przebiły się do ul. Ratuszowej.

Na ul. Zygmuntowskiej pokazały się dwie ciężarówki z SS-manami, powstańcy skierowali na nich broń. Niemcy, mający trzech zabitych, zeskoczyli z samochodów i rozpoczęli gwałtowne ostrzeliwanie pozycji powstańczych. Po jakimś czasie wycofali się.

"Około godziny 18.00 wpadło do schronu dwóch Ukraińców i jeden Niemiec (w mundurze zdaje się esesmana) uzbrojeni w automaty, rewolwery i granaty i kazali wszystkim wychodzić ze schronu. Na schodach kazali ustawić się osobno mężczyznom, osobno kobietom. Mój mąż z dzieckiem na ręku przeszedł do grupy mężczyzn" - zeznawała Stanisława Mączka. Mężczyzn wyprowadzono na podwórze cerkwi, kobietom kazano stanąć za nimi. Tym, którzy wylegitymowali się dokumentami niemieckimi pozwolono wrócić do schronu.

"Pozostali (Polacy i Rosjanie) w liczbie 17 zostali wyprowadzeni na ul. Cyryla i Metodego. Tu ich ustawiono pojedynczo, szeregiem, pośrodku jezdni, twarzami do cerkwi. Żołnierz niemiecki, ten, który nas wyprowadził ze schronu, powiedział wtedy po niemiecku (co zrozumiałam): «Stójcie tu, polskie świnie, i patrzcie, jak wasze i rosyjskie świnie giną». Ja wtedy rzuciłam się do męża, by mu dziecko odebrać. Wtedy ów żołnierz niemiecki uderzył mnie silnie w twarz i pod groźbą karabinu kazał mnie z dzieckiem i dwoma innymi kobietami wejść na pierwsze piętro cerkwi, tu zamknął nas w ubikacji na klucz. Następnie ten sam żołnierz po zejściu na dół stanął na podwórzu i wycelowawszy w okna ubikacji strzelił z karabinu. Kule wpadły do nas, lecz nikogo nie zraniły... Udało mi się wtedy z ubikacji wydostać i z dzieckiem na ręku zbiegłam na dół i stanęłam w tłumie kobiet, które dotychczas przed cerkwią zostały. W tej chwili padła salwa z czołgu, następnie druga. Wszyscy padli na ziemię i wtedy jeszcze zostali obrzuceni granatami. Widziałam, jak mąż mój stał piąty w szeregu, padł na ziemię zabity".

Zginęło 17 osób w tym 3 klerycy prawosławni, których nazwiska widnieją na tablicy memoratywnej w cerkwi św. Jana Klimaka na Woli.

Wiosną 1945 roku została w miejscu tym była przeprowadzono ekshumacja w której w wspomina Helena Mączka

- "W kwietniu 1945 roku w miejscu tym była przeprowadzona ekshumacja przy udziale PCK.W czasie ekshumacji, przy której byłam obecna, rozpoznałam ciało syna mojego Stanisława. Jednocześnie z nim ekshumowano zwłoki 16 innych mężczyzn. Wszyscy mieli postrzały w tył czaszki." – Helena Mączka / Warszawa, 23 marca 1946 r. przesłuchanie Komisji Badania Zbrodni Niemieckich. (Archiwum Instytutu Pileckiego)


Po wojnie na murze przy ulicy św. Cyryla i Metodego wmurowana tablice z piaskowca zawierającą inskrypcje: "Miejsce uświęcone krwią Polaków poległych za wolność Ojczyzny. Tu 1 sierpnia 1944 r. hitlerowcy rozstrzelali 17 osób".

Czy ilość ofiar to faktycznie 17 osób a może było ich znacznie więcej? Mieszkaniec Wileńskiej 5 zapisał następujące świadectwo:

- "W czasie okupacji mieszkałem w Warszawie na Pradze, ul. Wileńska 5 m. 39. W trzecim dniu powstania na nasze podwórze wkroczyło kilku SS-manów, w tym jeden mówiący po polsku. Zażądali, by wszyscy mężczyźni zamieszkali w bloku liczącym 150 rodzin zeszli natychmiast na podwórze, a kto nie zejdzie, ten zostanie rozstrzelany. (…) Wybrano dziewięciu, wśród nich mnie i syna. Dozorcy kazali zebrać łopaty i nam wręczyć. Zabrano nas pod cerkiew (róg Wileńskiej i Metodego). Po przyjściu na miejsce zobaczyłem tam większą grupę oficerów SS, a wśród nich popa prawosławnego. Kazano nam zdjąć marynarki, a ten sam żołnierz SS, który mówił po polsku, zaprowadził nas za cerkiew, gdzie leżała duża kupa zabitych ludzi. Pod cerkwią kazał nam kopać dół 20 m długości i 3 m szerokości. Powiedział, że zaraz mamy kopać, bo jak nie, to sami w tym dole będziemy leżeć. Dół został wykopany w ciągu godziny na głębokość 70 cm. Następnie kazał nam znosić trupy do tego dołu, przy czym obecni oficerowie SS przyglądali się temu.  (…) Po zniesieniu wszystkich zabitych i złożeniu w grobie (a było ich 37 czy 38) zakopano, to znaczy zasypano ich ziemią na wysokość nie większą niż 25 cm.”  – Leopold Pacocha / Dnia 10 listopada 1967 r. Sąd Powiatowy w Słupsku (Archiwum Instytutu Pileckiego).

LB/TP


Więcej na ten temat


Obiekty


Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Twoja-Praga.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii

Polub nasz fanpage i bądź na bieżąco

Polecamy

Bezpłatne ogłoszenia